Strony

piątek, 3 maja 2024

1599. Dzień pierwszy.

Fred przywiózł gościa jakoś po drugiej, wyrwało mnie to ze snu, ale zdecydowałam, że przywitam się rano. Pomimo tego, że spałam niewiele, dość szybko się obudziłam, Kochany wyjechał na Północ, a ja zajęłam się wprowadzaniem Hany w wiejskie rozrywki. Po śniadaniu wyszłyśmy w kierunku plaży, zatrzymałyśmy się na kawę (gościni była zaskoczona, że w tak małej wsi jest tak profesjonalnie wyglądające miejsce) i obeszłyśmy Głowę; nie zrobiłam zbyt wiele zdjęć, za bardzo byłam skupiona na rozmowie i opisywaniu krajobrazu:



Duszno, zawiesina na horyzoncie skutecznie przysłoniła góry i inne punkty orientacyjne; po marszrucie byłyśmy nawet nieźle zmęczone, więc obiad i sjesta; Fred wrócił szybciej niż się spodziewałam, we troje spędziliśmy wieczór na pogadankach (albowiem wygadani jesteśmy bardzo, starsze pokolenie z pewnością ;)). 

Nastrój zwarzyło mi sąsiedzkie odkrycie. Jeszcze przed wyjściem na spacer zauważyłam, że u Anny jest facet, który naprawiał dziurawą obudowę rynny, a na dachu obok niego kręcą się szpaki. Pomyślałam, że przecież ma rozum i wiedziałby, gdyby w środku było gniazdo. Obudowa została naprawiona, ale po południu nadal widziałam szpaki usiłujące wejść pod rynnę, z robalami w dziobach. Postawiłam na bezpośredniość i zaszłam do Anny, zapytałam ją czy w środku jest gniazdo. Sąsiadka powiedziała mi, że szpaki próbowały je zrobić, na co ja jej, że nie sądzę, bo gniazdo chyba już tam jest, i to z młodymi. Rzeczywiście zresztą, stojąc tak pod domem usłyszałam ich głosy. Anna zmieniła front i stwierdziła, że jutro rano wezwie tego samego gościa, żeby odetkał dziurę, którą naprawił, a ponieważ stało się to zdecydowanie za szybko, sądzę, że od początku wiedziała o całej sytuacji. Myślę też, że jeśli jutro dziura nie zostanie odetkana, więcej się do niej nie odezwę. Postanowione.

Anne wróciła na tydzień, uściskałyśmy się i chwilę rozmawiałyśmy o rzeczach lekkich i zabawnych (jak np. takie, że Hana już poznała białego gamonia, i że kot próbował jej wcisnąć jakoby był moim hojnie dokarmianym ulubieńcem). Nie wnikam w kwestię Majkelową, sama się wyjaśni z czasem.

2 komentarze:

  1. Pięknie tam u Ciebie! Chciałoby się tam błądzić bez tłoku, bez nadymania się, bez kompleksów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @JKK, rzeczywiście, nie jest to miejsce tłoczne, raczej w sam raz, na tyle, żeby było cywilizowane i kawiarnia mogła się utrzymać :) Dobry zakątek.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.