Po śniadaniu Tca. Oczywiście Kot (sernik pistacjowy). Oczywiście próba spaceru w parku zdrojowym (doszliśmy do tężni; po kilku minutach chłodzenia się w ich cieniu zawróciliśmy do centrum miasta).
Była druga próba suszarniowa (Fred degustował; mieli klimę, więc super oraz rewelacja!). Ach, i lody z Lodówki:
Wybierając chłodne miejsca zaszliśmy do świnty Jadzi, krótka ekskursja naobokoło. Po wyjściu z bazyliki spotkały mnie dwie miłe rzeczy, jedna po drugiej. Po pierwsze zamachała do mnie Bożka, odmachałam jej bardzo energicznie. Po drugie, na ławce pod drzewami nadal siedziały dwie panie, które zauważyłam, gdy zmierzaliśmy do kościoła. Tylko, że teraz szczerzyły się do nas centralnie. Gościówy w naszym wieku, ubrane INACZEJ, chichocząc zapytały, gdzie się szukaliśmy, żeby się znaleźć i wyglądać tak, jak wyglądamy. Przystanęliśmy na chwilę, zaakceptowaliśmy komplementa. No i super. Ale potem do samochodu, bo żar nam mózgi lasował.
Pomogłam mamie usmażyć ryby na obiad; zjedliśmy, pogadaliśmy; odprawiliśmy się (już wiadomo, że powrót będzie długi, bo lot jest późny, a po północy nie mamy środka lokomocji w kierunku naszego autka, które czeka pod domem Ka; przyjaciela nie chcieliśmy angażować, ciężko pracuje). Oglądamy telewizyjne kryminały i zbieramy się w sobie.



Ciekawe pytanie ze strony tych pań. Bo przecież gust mógł się wam ujednolicić w trakcie długoletniego pożycia.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, jestem przekonana, że ubranie przyciągnęło ich uwagę na równi z ruchem scenicznym. A nasz ruch sceniczny nie kojarzy się w ogóle z polskim małżeństwem, nawet bardzo młodym.
Usuń