Wstałam o siódmej, Kochany leżakował dłużej (ale też wcześniej położyłam się spać, padłam na twarz tuż po północy). Coś tam sprawdzałam, bardzo wolno, a Fred pisał swoje pisadełko. Obiad zrobiłam dziwny, wyszedł wege (ryż, kupne hamburgery z kalafiora, trochę falafela i brokuł z sosem jogurtowym), a po nim telefon do tatki (w lesie burza), spacer nad morze i powrót przed szóstą. Na plaży Kochany zadzwonił do Krakusów i pokazał im nasze krajobrazy, a ja znowu zjadłam snickersa (bo ostatnio, w piątek, to był snickers, nie mars; błąd rzeczowy poważny, gdyż marsów nie lubię) i znalazłam kolejną skamielinę, być może koralowca, tym razem drobnego:
Zdjęć w czerwcu zrobiłam całe multum, wybrać 16 z nich sensownie to niepodobność. Ponieważ gór trochę na blogu było, do szesnastki wpadają raczej inne, niemniej (nie)ważne.
Poszedł już spać, bo musi zerwać się przed świtem.
Jeszcze poślęczę nad cudzą głupotą.


Snickers ma fajne reklamy, ale jak dla mnie też jest za słodki.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, nie wiem jakie reklamy ma snickers. Ma inny smak niż mars i dlatego wolę go od marsa. Ale jem bardzo rzadko, rzeczywiście za dużo słodyczy.
UsuńChodziło mi o reklamy cyklu gwiazdorzenie (Zjedz snickersa) z Joan Collins przykładowo.
Usuńhttps://www.youtube.com/watch?v=uii3VhELiuE
Usuń@Dariusz, aaa, rzeczywiście kojarzę. Ale nie pamiętałam, że to reklama snickersa (jestem beznadziejnym targetem, mój mózg losuje randomowe rzeczy do zapamiętania).
Usuń