Śniłam, że zatrzymałam samochód, żeby uratować przed rozjechaniem zwierzę, którym okazała się mikroskopijna papuga nimfa. Mieszkaliśmy z Kochanym w bloku ze szklanymi ścianami, salon wyglądał jak wielki balkon. Jakieś interpretacje?
Wstałam późno, małżonek był już na nogach, rozpoczęłam dzień zieloną herbatą i piosenką o kotach jedzonych w Springfield. Nadal jestem osłabiona, najchętniej wróciłabym do łóżka. Kawa; spa stóp. Trochę nam schodzi, nie myślę za dużo, coś tam rozmawiamy, aż nagle przed drugą Kochany proponuje nalot bez ostrzeżenia na Aś. Nalecieliśmy :D Jechaliśmy przez góry usiane białymi kropkami owiec, brązowe od zeschniętych paproci, zielone zgniłą zielenią starej trawy. I widzieliśmy osły (Kochany zawrócił na wąskiej drodze, żebym mogła im zrobić zdjęcie).
Aś chwilowo nieobecna. Zrobiliśmy niewielkie kółko po wsi, żeby się przekonać, że nasze ulubione miejsce jest zamknięte; obiad zjedliśmy w tradycyjnym irlandzkim pubie, Carlingford Arms (u Freda roast, u mnie dewolaj, do tego champ i duszone warzywa).
Środek tygodnia, w knajpie ruch środkowotygodniowy, że aż ciepło się robi na sercu: w głośnikach stare przeboje, na ekranie serial w telewizji państwowej, przy barze jeden lokales, a kuchnia działa (nawet mieli świeże ostrygi). Po lunchu spiknęliśmy się z Aś. Dobrze u niej, nowiny głównie pozytywne, nadal jest Pewna Osoba, rodzina zadowolona, są koty, więc było okazanie zdjęć, że długowłose. Z sentymentem myślę o czasie, gdy widywaliśmy się częściej, ale życie jest dobre, więc nie ma co szukać dziury.
Powrót przez góry i doliny już przy zachodzącym słońcu.
Góry w chmurach, doliny w wodzie.
Wieczorem rozmowa z Usz. Poza tym Kochany odpakował Ferdydurke (1986), skończyliśmy oglądanie po dziesiątej. Dzisiejsza wyprawa dobrze mi zrobiła, przynajmniej nie słaniałam się po meblach i nakaszlałam trochę poza domem. Jutro znowu trzeba się spiąć.



Nie umiem interpretować snów i nie przywiązuję do nich wagi. Nie lubię tylko, gdy śni mi się... coś pięknego. Bo potem budzę się w rzeczywistości i ręce z cyckami pospołu mi opadają...
OdpowiedzUsuń@FrauBe, a tak to nie mam; piękne rzeczy dobrze jest śnić :) Również nie interpretuję snów, nie w metafizycznym sensie, ale... wiem skąd wzięła się papuga (myślałam o papudze, którą kiedyś mieliśmy w domu w Polsce), natomiast element z blokiem to na pewno wpływ wizyty u szwagrostwa.
UsuńNo pewnie, że tak nie masz, bo jesteś szczęśliwa i Twoja rzeczywistość Cię nie rozwala. I dobrze.
UsuńChyba byłem na tym filmie w kinie.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, to był chyba bardziej teatr telewizji (reż. Maciej Wojtyszko), kilka lat później Skolimowski nagrał swoją wersję w innej obsadzie (też pojawił się Peszek, ale nie w roli głównej).
UsuńA to nie, widziałem w takim razie tylko adaptacje teatralną Wojtyszki w TVP1.
Usuń