Dzień bardzo jesienny, szaro, dość ciepło, w tle ciągle słychać świst sztucznych ogni (dzieciaki już świerzbi, noc halloweenowa rozlewa się na cały tydzień). Bán nas odwiedził, najwyraźniej dyskretnie patroluje ogródek po wujku Rysiu, zajrzał też na chwilę do domu (tym razem zaproszony):
Śmierć lorda Edgware'a (1985) z Ustinovem to taki film, że wymaga prasowania, albo jakiegoś innego zajęcia; tak też się stało, nieco odgruzowałam tapczan na którym zalegało pranie z ostatnich kilku tygodni.
Korzystając z ciepłej szarości wyszłam na chwilę do ogródka, żeby odchwaścić donice ze sparaksisami (podłużną) i iksjami (okrągłą). Podpisałam je nawet, mam nadzieję, że deszcz nie zatrze śladów do nowej wiosny.
Kochany zrobił obiad, upichcił gulasz wołowy na jutro i wyjechał kupić chleb; wrócił po ćmoku z bukietem białych róż za pazuchą. Po mojej stronie trochę papierologii, ale krótko, postanawiam nie iść przed wozem i nie robić więcej, niż ma to sens. Kilka razy odpowiedziałam na wiadomości od Safron, która zaczęła coś za mną tęsknić; zadałam szefowej jedno pytanie na które oczywiście nie umiała mi odpowiedzieć; książka na dobranoc.


Wzmianka o ogródku uświadomiła mi, że miałem wczoraj posadzić pelargonie (szczepki balkonowych do skrzynki), ale po odprowadzeniu mamy na przystanek całkiem wyleciało mi to z głowy. Może jutro zdążę przed wyjazdem na wieś.
OdpowiedzUsuń(Rysio był ładniejszy od Bana)
@Dariuszu, oczywiście, że Rysio był ładniejszy. Poza tym pełna kultura :)
UsuńBBM: Widzę, że koty garną się do Waszego domu…
OdpowiedzUsuń@BBM, Bán to taki przybrany bratanek, latorośl sąsiadki. Przychodził do nas, gdy był malutki, uczył się od Rysia łowiectwa i łażenia po dachach.
Usuń