Strony

wtorek, 29 października 2024

1778. Idziemy razem.

Obudziłam się godzinę przed budzikiem, a jakże.

Dostałam propozycję robienia całego poniedziałku, zamiast pracy w odcinkach. Zgodziłam się, choć nie wiem jak dzieciaki to zniosą ;). Kochany przyjechał po mnie o umówionej godzinie, zaparkował na tej samej ulicy i poszliśmy na lunch do CG. Po obiedzie była jeszcze kawa i ciastko w Czarnej. Dobrego mam męża, czułego; jakoś próbowaliśmy znieść to popołudnie; rok temu zginął Ryszard (Bán jakby wiedział, przylazł z samego rana, dla odmiany cały czyściutki, nawet uszy miał umyte). A dzień podobny jak rok temu, szarość, niespodziewany chłód, miasto pełne ludzi, Halloween spirit all over, sporo buskerów wzdłuż głównej ulicy, nie jeden jak zwykle, ale kilku po obydwu stronach.

Zadzwoniłam do mamy po czwartej naszego czasu. Mama siedziała w samochodzie i czekała na rozwój akcji, bo dosłownie kilka minut wcześniej tatko wyszedł z psem do lecznicy. Czatowałyśmy tak z czterdzieści minut i nic się nie działo, tylko po tamtej drugiej stronie zapadła noc. Wiadomości z domu: Rozalka czuje się lepiej, wczoraj dostała jeszcze jedną kroplówkę, tym razem podskórną, ale już jej wraca normalny Rozalkowy napęd. Podobno w szpitalu znalazła sobie kolegę z którym miauczała przez ścianę, mała gaduła.

W kinie domowym obejrzeliśmy Grzeszny żywot Franciszka Buły (1979) Kidawy. Scenografia czy też pokazanie życia cyganerii i codziennej śląskiej patologii jak najbardziej spoko.

Wracając zaś do Maksia, zadzwoniłam po godzinie, okazało się, że Maksio jednak nie będzie miał operacji. Źle to wygląda, guz na wątrobie i gdzieś tam jeszcze coś tam, szczegółowe wyniki będą za kilka dni. Tymczasem pies znudzony usg zasnął do góry nogami i zaczął chrapać. Kiedy wrócił do domu, ze smakiem zjadł kolację. Nie ma sensu martwić się rzeczami o których nic nie wiemy.

2 komentarze:

  1. Ta wizyta Bána w rocznicę śmierci Rysia była o tyle niezwykła, że on sam zachowywał się niezwykle: Czysty, nie tak nachalny jak bywał... Jakby chciał uczcić pamięć Wujka.
    "Grzeszny żywot Franciszka Buły" filmowo był słabym, propagandowym gniotem. Czasem jednak nawet propagandowy film staje się czymś działającym zupełnie odwrotnie. Defilada Andrzeja Fidyka w Korei Północnej byłaby jak najbardziej prawomyślnym filmem, ale w Wolnym Świecie jej odbiór był jednoznaczny: Królestwo Zastraszonych Marionetek. "Grzeszny żywot Franciszka Buły" Janusza Kidawy w momencie premiery w PRL był szyty pod gusta cenzorów, miał być apoteozą walki uciśnionej klasy robotniczej z wyzyskiem. Widzowie znali wtedy tylko szary, patologiczny świat PRL, niewiele poza nim widzieli, więc nie widzieli w obrazie dewiacji, bo była ona normą. Gdy oglądamy go dzisiaj, widzimy zdegenerowane chlaniem społeczeństwo Górnego Śląska, poza głównymi bohaterami granymi przez zawodowych aktorów nie ukazuje się w oku statystów, ni odtwórców ról epizodycznych żaden błysk trzeźwej myśli, żadna twarz nie zdradza ukrytej inteligencji. Ten sam obraz oglądany dzisiaj, gdy we współczesnej Europie patologia nie jest tak wszechobecna, bo została wypchnięta do gett, w sposób nieubłagany odbrązawia pomnik Górnego Śląska: rodzinnego, religijnego, pracowitego. Są zachlane ryje, stłamszone kobiety, jest nawet nastolatka wyglądająca na cierpiącą na jakąś chorobę związaną z otępieniem alkoholowym. Właśnie..., młode, jeszcze niezniszczone pracą ponad siły lub nałogami dziewczęta gotowe są walczyć do krwi o jedynego chłopaka, którego wygląd pozytywnie odbiega od przeciętnego pacjenta oddziału dla mężczyzn z otępieniem alkoholowym, pozostali wyglądają, jakby potrzebowali natychmiastowej pomocy. No..., może za wyjątkiem Żydka Edika Grossbauma, ale wiadomo..., w "tolerancyjnej Polsce" to również niebezpieczna partia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Wolandzie, może zrobiło się na tyle zimno? Ale, że uszyska czyste, to jest coś nowego.

      Wiele jest takich filmów, które z perspektywy czasu są świetnym zapisem norm. W rozmowach domowych wspomniałeś serial "Droga" - kiedyś miał bawić, teraz ogląda się to jak jakieś kuriozum (przynajmniej u nas).

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.