Strony

środa, 16 października 2024

1765. Miau miau miau miau.

Tak jak sobie wczoraj umyśliłam, na śniadanie zrobiłam dla siebie frytki (Kochany nie jest fanem tego dania o poranku), żeby wykorzystać sos czosnkowy sprzed dwóch dni. Noc taka sobie, nie kaszlałam bardzo dużo, a pomiędzy atakami nawet wydajnie mi się spało. Rano weszła do wsi morska mgła, normalnie byłby to dobry moment na pracę w ogrodzie (zostało jeszcze kilka donic do zabezpieczenia), ale nie dzisiaj, nie wystawiam nosa. W tej białoszarości wolę siedzieć w domu, pić kawę, czytać lub coś oglądać, np. vlogoween Gosi.

Kochany poszedł do lekarza, a stamtąd wyjechał na zakupy. Gdy wychodził z domu, został zauważony przez Bána, który natychmiast do nas przykłusował, przywitał się, a nawet dał się pogłaskać po uszach przyprószonych opadającą właśnie chłodną mgłą. Rzadko do nas zagląda, ale też nie zachęcamy go, okna zazwyczaj pozostają przezornie zamknięte, nie ma zanęty jedzeniowej, wujo Rysio odszedł nie zostawiając darów dla natrętów.

Kilka dni temu odezwała się do mnie niejaka Emily, daleka kuzynka taty. To efekt DNA umieszczonego w sieci i mojego listu do niej. Być może mamy wspólnego prapradziadka, choć genetycznie Emily jest spokrewniona z tatą, ze mną nie (co nie jest niczym niezwykłym, widocznie akurat tych genów nie odziedziczyłam).

Małżonek wrócił z wątróbką na obiad, oraz z njusem, że zaszczepił się przeciw grypie i pewnie zaszczepi się przeciw covidowi. Takie darmowe gifty od tutejszej służby zdrowia, gdyż Kochany jest na liście jednostek wrażliwych. A mnie coraz bardziej kręci i dusi, trudno przewidzieć, co się jutro wydarzy. I piosenka kocia się przyczepiła. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.