Mama jak zwykle rano próbowała narzucić swoje tempo, poza tym głowy bym nie dała, czy o trzeciej nad ranem nie pytała odprawiłaś się? ;D
Wszystko za szybko. Wyjechaliśmy do Wro, posiedzieliśmy przy pączkach hiszpańskich, zaraz przeszłam przez kontrolę bezpieczeństwa, samolot podstawiony na czas i ... półtorej godziny siedzenia w środku, ponieważ zaciął się trap i nie można go było wciągnąć. W locie nadrobiliśmy jakieś pół godziny, rząd nr 14 przy przejściu, nic nie wyszło z podziwiania świata przez okno. Czytałam. Przed czwartą wpadłam Kochanemu w ramiona. Wydostaliśmy się ze stolicy, obiad w Borzalino, potem do domu, żeby wysłuchać wszystkich świeżo kupionych przez Kochanego płyt Patti Smith. Starzeję się, szybkie zmiany krajobrazu powodują u mnie zawroty głowy.
___
edit 20:30 Nom, tumult, mało uważności (podróż spędziłam nad ebookiem, co spowodowało, że przyziemienie było jeszcze bardziej zaskakujące). Aktualnie mózg włączył mi tryb awaryjny, walkę o nawodnienie i wypoczynek.
___
edit 08:50 next day
I do tego wszystkiego jeszcze, luty się zapodział.

Zatem ile trwała ta wyprawa? Ile dni, nocy, dób???
OdpowiedzUsuń@Dorothea, prowadzę dziennik, więc pod spodem widać ile dni, ale skoro pytasz, odpowiem, że od poniedziałkowego poranka do wczesnego popołudnia dzisiaj.
UsuńNo i dlaczego za szbykooooo???
OdpowiedzUsuńNooo. Rzeczywiście szybko. W głowie się mogło zakręcić.
OdpowiedzUsuńNastępnym razem dłużej? I wpadniecie do mnie? Nie mówię, że już wracam do świata żywych, to jeszcze pewnie trochę potrwa, ale widzę, że samo się nie zrobi, muszę się zmusić ( tu pojawia się wiele znaków zapytania, co do poprawności wypowiedzi, ale też do psychologii ) do działań. Nawet jeśli to tylko słowa na ekranie komputera.
Pozdrawiam ze śnieżnych Izer ( a wczoraj była wiosna... ).
@Agniecho, nic nie mogę obiecać, bo na razie mamy tylko widoki na marzec, ale cholernie cieszę się, że pamiętasz o naszych małych planach spotkania, bo myślę o Tobie, a nie chciałam się narzucać. Bardzo chciałabym powtórzyć z Kochanym wypad górski taki, jaki nam wyszedł w zeszłym roku (gdyż piękne to było bardzo). A z tym zmuszaniem się, pewnie to tak właśnie jest, że częściowo zmienia się z powodu minionego czasu, a częściowo pomagają własne decyzje. Trudno mi się mądrować, bo temat jest bliski aż strach. Jak wiesz z moich wpisów, Fred miał dobre wyniki, ale czekanie było dla mnie jak wrzód na dupie (tym bardziej, że wielu znajomym z sieci coś się właśnie teraz knoci). Pozdrawiam znad Morza Irlandzkiego.
UsuńNie wiedzieć czemu, miałam takie przeczucia, że siedzicie na wulkanie.
UsuńNie ma pośpiechu, coś tam się wymyśli, rok długi.
Dużo zdrowia dla Twojego.
@Agniecho, dziękuję Ci bardzo. Zapewne będziemy zmierzali do jakichś konkluzji. A Mój ma teraz pewnie taką wersję, że zdrów jest jak kuń.
Usuń