Strony

wtorek, 12 sierpnia 2025

2065. Ciepło.

Wspaniały dzień zapowiadał się od rana, także pogodowo, choć przede wszystkim spałam spokojnie, przywrócenie rutyny dobrze zadziałało na mój dziwny Mózg. Zabrałam się do miasta z Kochanym, kupiłam mu kaffkę, wyjęłam czytnik i zaczęłam nową, od dłuższego czasu łypiącą na mnie lekturę, Jednoroczną wdowę Johna Irvinga. W południe zaliczyłam spacer przez rzekę, później jeszcze jeden dłuższy spacer, do pracy Kochanego. Trzeci spacer nie wyszedł, szkoda, bo wieczór był równie ładny.

W drodze do Kochanego spotkałam różnych takich: czarnego kota łypiącego na mnie zielonymi oczami niedaleko skrzyżowania z Cementową, polującego ptaka drapieżnego, a w kawiarni menadżerkę z byłej pracy, która akurat była w pracy, i która wychodząc krzyknęła do mnie po polsku rozpoznaję twarz!, gdy jadłam flatbread z chorizo bez chorizo.

A to koty bardzo zmęczone po bawieniu się z mamą w dżunglę oraz zabijanie węży i po wysłuchaniu kołysanek poobiednich, improwizowanych (myszy dostały dzisiaj drugą tabletkę na robactwo; dwa grube "węże", prezent od Anne, doskonale się sprawdzają, są trudne do zepsucia i odwodzą maluszki od gryzienia kabli):


Od dzisiaj do czwartku zaglądam do kotów goszczonych przez Anne, bo sąsiadka jest na wyjeździe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.