Sobota
szara i lepka. Nie mogłam wywiesić prania na zewnątrz, paprochy deszczu groziły powrotem w każdej chwili. Zrobiłam spacer po okolicy i zakupy w jednym (wybrałam się do rzeźnika po filety steka wołowego). Zaczęłam słuchać po kolei solowych płyt Fisha (na razie pierwsze trzy). Kociaki są bardzo namolne, gdy nie śpią, bardziej Maniutek, który odnalazł szczególną przyjemność we włażenie mi na ramię i gnieżdżeniu się za moją głową, gdy siedzę przy laptopie. Pod wieczór już zupełnie zaciągnęło się deszczem i nie mogliśmy wyjść z kotami na spacer. Kochany zmęczony, mimo wszystko jednak coś mu się tam kołatało po głowie, bo poszedł spać później ode mnie.
Babcia ma szczęśliwie wymienione klocki hamulcowe.
Niedziela
jaśniejsza. Od razu nastawiłam drugie pranie z myślą, że będzie można coś wynieść na dwór. Sny miałam dziwne, generowane stresem pracowniczym; na dobre przebudziłam się po ósmej, gdy Kochany właśnie wychodził do pracy spakowawszy do torby resztki cold brew (wczoraj małżonek z dumą spakował pierwszą porcję domowego wyrobu — niedawny zakup dzbanka do cold brew w Dublinie najwyraźniej będzie dobrze spożytkowany). Spacer nad morze z mamą (pokazywałam jej widoki). Przeglądanie zawartości szafy (włożyłam nowe paski przeciwmolowe między ubrania w jednej z szaf, powinny wystarczyć do późniejszej zimy). Robienie obiadu (przepieprzyłam sos do świderków!).
A skoro pogoda lepsza, po powrocie Kochanego i obiedzie, oczywiście wyszliśmy z myszami; zdarzyło się nawet, że dziewczynki zobaczyły po raz pierwszy brudnego Jacka Russella sąsiadów.
Siedzę przed laptopem, z rozmruczaną Bronisławą na kolanach. Włos mokry, w brzuchu nieco pustawo (zjadłam ograniczoną ilość makaronu na okoliczność przekombinowania), myśli krążą już wokół poniedziałku. A sio, myśli! Idziemy czytać książkę!
To spokojnej pracy życzę 👍
OdpowiedzUsuń@Tomku, dziękuję i nawzajem :)
Usuń