Na wyspę nadbieżały pozostałości huraganu Erin. Nic o tym nie wiedziałam aż do czasu, gdy trzeba było się zdecydować, czy wychodzimy z myszami. Trochę wiało. Z drugiej strony, wysechł nam ładnie ciężki koc, który Kochany wywiesił przed południem. Z innej jeszcze strony, media zapowiadają, że to ostateczny gwóźdź do trumny meteorologicznego lata.
Dzień raczej pokrzepiający. Zaprosiłam Szefa na kawę, pomna, że zostało już tylko trzy tygodnie współpracy; poszłam z buta do Biura, niby odebrać papiery, ale tak naprawdę zrelaksować się spacerem (w tamtym czasie aura nadal złota i zachęcająca; przy okazji poznałam Polkę z recepcji); pod koniec pracy miałam jedną rozmowę z narybkiem (dopisuję go do grupy, kamyczek z serca).
Pojechaliśmy z Kochanym do polskiego sklepu; potem już tylko domowo, wciągnęłam sklepowe krokiety do sklepowego barszczyku, łaziłam po Kuchniosalonie w krótkich gaciach, przepłoszyłam domokrążców (wystarczyło powtórzyć akwizytorom Vodaphone I am happy dwa razy). Ach, jeszcze z poranka wiadomość jest taka (Kochany z tego powodu musiał rano czatować przy drzwiach), że wymieniono nam miernik gazu: maluchy były wstrząśnięte, że ktoś okrążą ICH dom.
Ja nadal mam nadzieję na ocieplenie z końcem tygodnia, bo mam jeszcze w planach jeden koncert i teatr w plenerze, a na razie jest chłodno i deszczowo, czyli to może kolidować z używaniem sceny na zamkowym dziedzińcu.
OdpowiedzUsuńBarszczyk Knorr, Winiary, czy coś bardziej lokalnego?
@Dariuszu, u nas żadnych planów plenerowych (wszystkie tego typu wydarzenia w tym roku przegapiliśmy), więc cóż, zapowiedź zmiennej pogody, to zwyczajnie powrót do irlandzkiej normalności. We wrześniu koncert będzie w kościele, a sztuka pod koniec września w Gaiety Theatre.
UsuńKrakus w pudełku :D
Aaa... Krakusa nigdy nie próbowałem.
UsuńKawa z szefem? Nie do wyobrażenia u mnie. No, ale tu u mnie to korpo-wariactwo.
OdpowiedzUsuń@Tomku, pierwszego dnia w pracy Szef zaprosił mnie na kawę. Zbliża się koniec naszej współpracy, więc zaprosiłam go ja. Zapewne nową współpracowniczkę na początek też zaproszę, jako starsza stopniem. W poprzedniej pracy mnie nie witano, bo zaczynałam od niskiego szczebla, ale gdy kończyłam współpracę, w trzy osoby (szefowa, jej zastępczyni i ja) poszłyśmy na obiad. Takie tu są zwyczaje lokalne, być może ograniczone do tego szczególnego rodzaju zajęcia.
UsuńRozumiem. Miło. Bo u nas, takie wyjście z szefem mogłoby rodzić jakieś podteksty, ale nie wiem mogę się mylić. Tu u mnie nigdy takiego czegoś nie było. Miłego wieczoru :)
Usuń@Tomku, też myślę, że w polskiej szkole byłoby to jednoznacznie interpretowane :)
Usuń