... dzień, okazał się nie tak najgorszy. Chyba będę miała dodatkowego tutora, finanse zrobione, lepiej nie zrobię, pod koniec dnia przyszedł mi nowy nabytek, Pol. Wychodząc z biura spotkałam Szona i Czarliego (przywitałam się), na dworcu spotkałam Oszina (przywitałam się), po drodze jeszcze Dżef (opiekun chłopaka na wózku) zagadał do mnie, jakbyśmy byli przyjaciółmi (przywitałam się serdecznie po raz trzeci).
Mamy przedbiegi byłego huraganu; gdy wychodziłam z autobusu, wiało i siąpiło — Amy, pierwszy sztorm imienny sezonu. Ostrzeżenia głównie na zachodzie, Kerry na pomarańczowo, jutro żółto-czerwono na całej wyspie. Pora na nas.
Odprawiona; wykupiłam fast track, bo kto tam ich wie.
Anne wpadła po siódmej, dopytała gdzie, co i jak, wypiła rooibos z wanilią i pomarańczą, porozmawiała z kotami, dostała klucz.
Cośkolwiek ogarnęliśmy syf domowy, Kochany wywalił parę rzeczy do szopki, na oślep, powiewając w mroku połami płaszcza przeciwdeszczowego. Próbowaliśmy zamontować kamerkę, aplikacja działa, ale brak dobrego miejsca. Padnięta jestem, nie będę się szarpała z rzeczywistością; spać.
No to Bon voyage!
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, ano bon ;)
Usuń