Strony

poniedziałek, 27 października 2025

2141. Szarość poniedziałkowa.

Bank holiday bardzo się przydało. Ponownie mogłam niespiesznie wstać, napić się herbaty, poczekać na Kochanego, który późniejszym porankiem zjechał z El Paso. 

Przynajmniej częściowo odgruzowałam dzisiaj jedną z szaf i przeniosłam do niej co ważniejsze książki, gdyż jak mówi stare przysłowie kotów kto sika, nie błądzi, ale potem zapaszek nie za dobry. Wczesnym popołudniem poszliśmy z Kochanym na spacer nad morze. Ubraliśmy się porządnie, adekwatnie do pogody: było trochę chłodno, na szczęście bezwietrznie, lekki deszcz. Na szarym morzu dużo kutrów, naliczyłam dziewięć, widocznie krewetka bierze jak szalona. A tu proszę, młode poszły w świat z tej torebki, na oko możliw młode rai nakrapianej, raja montagui:


Wróciliśmy po drugiej, trochę zmoknięci, ale zadowoleni. Przerwa na herbatę i zaplanowanie dalszej części dnia: Kochany robi obiad (dojadamy domowe kotlety mielone), biorę prysznic, potem zasiadamy do filmu już nam znanego, ale akurat jest odpowiedni klimat, bo i film nieco halloweenowy na sposób dolnośląski, Ciemno, prawie noc (2019). Próbuję pozbierać do kupy wszystkie fabularne różnice między obrazem i książką. Jak to z myszą, książka lepsza (ekranizację oglądaliśmy po raz pierwszy pięć lat temu, w pandemii, z naszym kochanym Rysiem).

Kochany wyjechał tuż po ósmej. Pod wpływem filmu wysłuchałam kilku wykonań lamentu Dydony z opery Purcella: Jessye Norman, Marianne Kielland, oraz Lynne Dawson. Pewnie przed snem będę jeszcze rozmawiała z Fredem. I jakaś książka. Kotki dwa już drzemią.
___
edit 21:15 dosłownie chwilę po tym, jak puściłam notkę, usłyszałam za oknem wzmagający się wiatr. Przez noc powiewy mają być tylko do 60 km/h, ale podobno spodziewany jest większy sztorm za dzień czy dwa. 

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.