Od rana kociokwik. Szybkie ogarnianie przestrzeni, dopakowywanie walizki, zębów szczotkowanie, kotów uspokajanie. Fred jedzie po brata, więc wyjeżdżamy razem, a skoro nie miałam śniadania, po wyciągnięciu paru euro, szuram do Czarnej. Praca, bla bla bla, wysyłam, odbieram, kiwam, poprawiam. Po pierwszej Szef zajeżdża swoją furą, troskliwy, bo przecie sztorm. Costa, pijemy, konsumujemy (mój pierwszy mince pie sezonu), gadamy, zostawiam mu klucze do biura, Szef odwozi mnie do domu. W domu goście, Stu śpi, Mag jest spoko, Mania pierwszy raz nasikała na tapczan. Wysyłam ostatni raport do pracki. Kochany robi obiad x 4; wpada Anne, zapoznać się z tymczasowymi sąsiadami. Jeszcze obiecujemy sobie z sąsiadką, że po powrocie urodziny trzeba obejść solidnie. Wieje, wieje; przed wyjazdem w kierunku Dublina ja i Kochany ekspresowo zrywamy z jabłoni wszystkie jabłka, rzucamy je po prostu na ziemię, bardziej pomóc drzewkom nie możemy. Stu siada za kierownicą, jedziemy, przyroda rzuca w nas liśćmi, całymi tonami liści, na prowincji drzewa obalone to tu to tam, na autostradzie Babcia aż furczy lusterkami, ale ciśnie bardzo dzielnie.
Wysiadamy i Stu od razu rusza w drogę powrotną. Mnóstwo lotów opóźnionych, przechodzimy fast trackiem, ale nie ma się do czego spieszyć; kanapka, jogurt z granolą, sok jabłkowy. Wg grafiku już powinniśmy siedzieć w samolocie, tymczasem prorocy głoszą półtorej godziny spóźnienia. Na razie. Ament.
no mam nadzieje, że wylecieliście i dolecieliście...
OdpowiedzUsuń@Teatralna, wylecieliśmy i dolecieliśmy :) Pławimy się w domowych przyjemnościach.
UsuńO proszę, czyli opóźnienie akuratne, czasem tak bywa. Miłego wylotu i przylotu 😃
OdpowiedzUsuń@Tomku, dziękuję, wylot był spoko, o dziwo.
UsuńJabłka z przydomowej jabłonki nie nadają się do konsumpcji?
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, pewnie się nadają.
Usuń