… podobno o 1:40. Czyli wylądowałam w Polsce nowo narodzona (akurat zapadałam w kolejny mikrosen, gdy koła podwozia zaboksowały w lądowisku o godzinie 1:44). Jak na narrację sztormową, lot był spokojny; w czasie podróży zaczęłam czytać Prawiek i inne czasy. Reszta wydarzeń równie gładka, szybko przeszliśmy przez granicę, Fred błyskawicznie odebrał bagaż, chwila i już witaliśmy się z rodzicami. Kochany przejął od tatki kierownicę i chodu przez Wrocław (mama jeszcze nie czytała o śmierci Hiacynty Bukiet i był to jeden z tematów podróżnych).
Pod lasem niebo usiane gwiazdami, wokół domu nowy chodnik ułożony przez tatkę; w środku przywitała nas czarna banda (pierwsza była wścibska Józia). Zębów mycie i sen (trzecia czasu lokalnego).
Wstałam o ósmej, oczywiście czarna banda zaraz mnie dopadła, Bronek i Frania bez pardonu zaczęli się pakować w cudze śniadanie, gorsze to to od szarańczy.
(Józia z mamą też plątały się to tu to tam). Tymczasem za oknem poranna loża krytyków (Maciej jest już chyba głuchy, nie reaguje na stukanie w szybę):
Zmiany pokoleniowe są bardzo zauważalne: Maksiu ledwo chodzi, Wojciech i Niunia głównie śpią (pociesza fakt Niuniowej puchatości, koteczka jest znacznie grubsza niż przy poprzedniej wizycie, co ma znaczenie, bo wrażliwość jej brzuszka od kilku miesięcy jest dużym problemem zdrowotnym); Rózia, Rozalka i Zosia nie pogodziły się z obecnością w domu czarnej bandy, Gosi Koty i trójki jej dzieci, złodziei obierek ziemniaczanych i kolekcjonerów cudzych skarpet; Filemon ciężko choruje i odmawia leczenia. Poniżej cień Filemona za płotem, na pierwszym planie Gosia Pies z Mruczysławem kopiują układ choreograficzny ze starej foty Macieja i Malinki:
Rozmowy z rodzicami, idealne prezenty Fredowe (cztery książki Fossego, mnóstwo filmowej klasyki na dvd oraz muzyka na cd); od razu przeczytałam książkę Fossego Dziewczynka ze skrzypcami, króciutką historię ilustrowaną dla dzieci. Rodzice pojechali na zakupy. Odbyłam urodzinowe wideokonferencje ze świekrą i z Celtem. Plany miałam na dzisiaj trochę inne, ale byłam zbyt zmęczona na wymyślanie wysublimowanej aktywności kulturalnej — są takie dni, że jedzenie, rozmowy i drzemanie wystarczą (wyszłam na dwór tylko na chwilę, stąd foty Mruczysławowo-Gosiowe; drzewa szumiały).
Zjedliśmy bigos, na deser zdmuchnęłam świeczki z liczbą 50 na torcie śmietanowym z malinami. Dostałam od rodziców piękną, złotą bransoletkę z miasta Łodzi i kubek z napisem motywacyjnym, z którym zgadzam się po całości. Tak miło się zrobiło, że musiałam udać się na drzemkę. Prosz (Wojtuś wyleguje, na ręce wspomniana bransoletka):




Brzmi jak wyjątkowo udany dzień urodzin :)
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, tak, było bardzo miło :)
Usuństo lat i wszystkiego najpiękniejszego :-) zdrowia takoż.
OdpowiedzUsuń@Teatru, sto lat dla mnie, moich bliskich i znajomych :D
UsuńPróbowałam zliczyć te koty, ale się poddałam gdy zabrakło mi palców u ręki (w drugiej trzymałam telefon) 😉
OdpowiedzUsuńWrocław nocą to jest to co lubię najbardziej, zaraz po Wrocławiu za dnia 🙃
Urodziny kameralne chyba bardzo udane? Sto lat 🎂💐
@Aśka, wszystkich zwierząt rodzice mają ok. 15. Piszę "około", bo przynajmniej dwa koty są tzw. dochodzące (sąsiadów, którzy mają je w dupie). 13 kotów i dwa bardzo stare psy. Dwa zwierzaki noszą to samo imię: Gosia :)
UsuńWrocław to piękne miasto.
Jeśli chodzi o kameralność: w moim domu w ogóle nie ma zwyczaju hucznych obchodów. Bardzo mi odpowiada spotkanie przy kawie i ciastku :)
O matko, 13 czy 15 to już żadna różnica, szczerze mówiąc, nawet jeśli te dwa wpadają jedynie na gościnne występy 😉
UsuńRodzice stworzyli swego rodzaju przytulisko dla tych zwierzaków. To musi być chyba dość trudne, zarówno finansowo jak i czasowo, no i ewentualne dłuższe wyjazdy też chyba raczej odpadają?
@Aśka, jest tak, jak piszesz.
UsuńWszystkiego najmilszego na kolejne pół wieku!❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuń@maskakropka2, dziękuję, najmilszego i dla Ciebie :)
UsuńTroche obawialam sie o Twoja podroz do PL, bo rzeczywiscie sztorm dal sie we znaki. Myslalam ze dach nam zerwie i jablka wszystkie wiatr zerwal. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin
OdpowiedzUsuńAga T
@AgaT, sztorm odczuwałam jako poważny, gdy jechaliśmy samochodem, ale lotnisko odcięło nas od tych wrażeń, po prostu cierpliwie czekaliśmy, kiedy podstawią nam samolot.
UsuńDziękuję za życzenia :)
chciałabym mieć w głowie spokój.
OdpowiedzUsuńBransoletka cudnej urody, chcę taką! Gdyby Ci zginęła, to nie szukaj w Rzeszowie...
I wiesz... Kocham ludzi, którzy kochają zwierzęta.
@FrauBe, pracuję nad spokojem, bo ostanie zmiany zawodowe źle na mnie wpływają.
UsuńBransoletkę mama kupiła przez Internet. Jest idealna :)
Te wszystkie futrzaki to głównie bezdomne bidy, porzucone, lub chore, ślepe, pokrzywione ze starości, a w przypadku czarnej bandy, młodziaki, których los byłby bardzo niepewny bez zaangażowania się moich rodziców.
Wszystkiego najlepszego, prezenty super.
OdpowiedzUsuń@artdeco, dzięki bardzo, to był dobry weekend :)
UsuńWielkie przepraszam- przegapiłam!Ale życzenia szczere: wszystkiego najlepszego na kolejne 50 lat! Piękna rocznica…
OdpowiedzUsuń@BBM, nie ma powodu przepraszać. Dziękuję i pozdrawiam :)
Usuń