Strony

sobota, 11 kwietnia 2026

2307. Wiatr ...

... wrócił nad ranem. Zjedliśmy śniadanie na bogato, Kochany wypił jeszcze jedną kawę, i wyjechaliśmy do El Paso na kolejną (dla mnie pierwszą).


Po kawiarni, zwyczajowo, spacer do księgarni. Akurat gdy byliśmy w środku, do Freda oddzwoniła Krakuska (mąż wcześniej próbował się z nią skontaktować na okoliczność jej urodzin). Ucięliśmy sobie pogawędkę, pod księgarnią, na spacerze wzdłuż Clanbrassil St, w samochodzie zmierzającym z jednego parkingu do drugiego — przemieszczanie się jak widać nam nie przeszkadzało, trajlowania było z 40 minut.

Ka wrócił już z Polski, odespał przygody, i odezwał się, żeby zaprosić nas na obiad niedzielny do restauranta. Po raz drugi zadzwonił, żeby porozmawiać o ostatnich protestach właścicieli firm transportowych i farmerów, którzy chcą gwiazdki z nieba. Jechaliśmy dzisiaj opłotkami, więc blokad na autostradach nie zauważyliśmy.

Reszta dnia przebimbana dokumentnie, obiad, audiobook, Kochany rozłożył się z pastowaniem butów. Dosłuchałam do końca Panią Dalloway Woolf (Błysk, 2024). Na tapet wjeżdżają Myśliwski w papierze i ebook Cusk z biblioteki.

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.