Mieliśmy plany na wczesne popołudnie; przed wyjazdem w kierunku północnym dzień turlał się bez spiny. Dobry sen, pogodna pobudka, śniadanie. Zrobiłam kawę i zasiadłam do oglądania Pani Dalloway (1997) z Vanessą Redgrave. Po filmie rozmowa z mamą (nie było niczego nowego do przekazania, po prostu chcę trzymać kontakt jak często się da).
Przed wyjazdem do El Paso rozmawiałam chwilę z Anne, która w dość ponurym nastroju wyszła na zewnątrz. Widać, że konsumpcja dużej ilości mediów nie wpływa na nią dobrze, wszystko bierze sobie za bardzo do serca. Kochany zatrzymał się na pierwszej stacji benzynowej przy prowincjonalnej drodze, zatankowaliśmy, wysłałam Anne rachunek, żeby pokazać cenę i adres (nie wnikałam, czy sąsiadka skorzystała z tego miejsca i poczuła się lepiej, nie ma co jątrzyć). Od kilku dni trwają protesty spowodowane ceną paliw, które wg mediów powodują, że w 2/3 stacji w kraju nie ma benzyny. Niczego podobnego nie zaobserwowaliśmy po drodze w naszym regionie (najprawdopodobniej temat bardziej dotyczy zachodu)
W Atami byliśmy na miejscu chwilę przed czasem, spotkaliśmy Ka&Jot z dzieckami na przejściu dla pieszych przed restauracją. Dobre jedzenie, trochę wiadomości z kraju i ze świata (zamiast o benzynie rozmawialiśmy o rodzajach pogrzebów i księżach błogosławiących wszystkich jak leci), chłopcy siedzieli naprzeciwko mnie: Seamus wziął jakiś bardzo ostry ramen, którego nie dokończył jeść, Domhnaic zachęcony przez Jot zabawiał nas scenką o tym, jak w restauracji zachowują się bogacze (ma chłopak talent aktorski). Mieliśmy z Kochanym pomysł, żeby po obiedzie w rewanżu zaprosić przyjaciół do kawiarni, ale koniec końców wylądowaliśmy u nich w domu, bo Ka miał jeszcze prezent dla Freda. Herbata, ciasto, Pieseł biegający między domownikami.
Po powrocie do domu oklapłam, za to mąż pełen energii zabrał się za prace domowe: umył podłogę, naprawił szufladę ze skarpetkami, zawiesił w ogródku bee house. Zerkałam chwilę na teleturniej The Money List. Dobry dzień.
Przy błogosławieństwie przypomniała mi się od razu scena ze "Skrzypka na dachu" (Czy istnieje błogosławieństwo dla cara? Ależ oczywiście, na wszystko istnieje błogosławieństwo).
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, no ba :)
UsuńNie wiem, czy wszędzie tak jest, ale w Polsce święci się wszystko, jak leci.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, mało co jednak bez zgody osób/właścicieli/zarządzających. Ludzie sami się proszą, księża jedynie dostarczają produkt.
UsuńOczywiście, że tak. Nieodmiennie mnie to szokuje.
Usuń