Strony

czwartek, 16 kwietnia 2026

2311-2312. Z otchłani nieróbstwa.

W środę niechciej totalny, do tego stopnia, że rano zamiast cisnąć do pracy od razu, zaprosiłam Kochanego na kawę i zwlokłam się do biura dopiero o dziewiątej. 

Nic nie szkodzi, nikt nie zauważył, choć szefowa zaskoczyła mnie nawiedzając Jamę dwie godziny później. 

Łeb mi wysiada. Skąd wiem? W końcu przejrzałam finanse za przeszły rok i nie potwierdziłam błędów o których byłam przekonana, że tam są. Tylko grudzień się mi wykrzaczył, ale to już wszyscy wiemy. Czyli dobra nasza, jest pozytyw, mogę dalej wypoczywać :E

Czytam dwie książki, ale na dobitkę postanowiłam czegoś słuchać, wybrałam pierwszą część cosy crime Richarda Osmana, no i jak na złość na razie jakieś to nudne (a miało być łatwe i porywające). Wieczorem za oknem plumka deszcz.

Poranna odmiana czwartkowa: słońce świeci, ptaszęta śpiewają, oboje mamy ochotę rozpędzić się i jechać aż do Donegalu; w drodze do miasta ukazuje się nam dziki królik gnający środkiem asfaltu. A może to był zając? W każdym razie zwolniliśmy, stworzenie zrobiło to samo, następnie skręciło w prześwit między żywopłotami i tyle je widzieliśmy. Kupiłam Kochanemu kawę i maślany rogalik z pistacjami, całus, mąż do roboty; zasiadłam przy kawie i ... niespodziewanie skończyłam czytać wypożyczoną z biblioteki książkę Cusk. Sądziłam, że mam przed sobą jeszcze z trzydzieści stron, ale nie :) Chyba znalazłam nową, ciekawą pisarkę.

W pracy kolejny dzień sążnistego obiboctwa, Benedykt wpadł wypełnić referencje, chwilę później przyszła szefowa, głównie, żeby się z nim spotkać, we troje udaliśmy się na kawę do Pe (to był druga poranna kawa dla mnie, więc wzięłam na wynos). Poza tym audiobook, parę maili, burrito na lunch i najbardziej zmotywowana dziewczyna, która po czwartej znalazła czas, żeby wpaść i pokazać mi zdjęcia.

Krótko cieszyłam się z odmiany pogody. Gdy wracałam z mężem przez prowincję, sprawy miały się identycznie jak wczoraj: deszcz, góry na horyzoncie po raz kolejny zostały odwołane. Fred zrobił obiad (kurczak curry z ryżem), słucham kryminału, Mańka sika i zawodzi pieśni godowe.

1 komentarz:

  1. O masz, a ja czekam na deszcz, bo jest tak sucho, że pył i piasek włazi w nozdrza. Posadziłam kwiatki, bo miało padać, a teraz pilnuję podlewania, bo nic z tego nie będzie.

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.