Nie pamiętam, o czym miałam napisać. Na pewno byłam w pracy (i tatko zadzwonił wcześnie rano, zanim wyruszyliśmy do miasta, chciał coś powiedzieć o wujku Freda). Rządziłam i dzieliłam. Potem udałam się do Dunnesa w Szkocie, ponieważ musiałam porozmawiać z kobietą o imieniu Tracy (nie wiedziałam, że to Tracy, miałam wrażenie, że chodzi o Shane'a). Porozmawiałam, sprawa została załatwiona, po drodze napotkałam wśród regałów Anitę; się wyjaśniło, czemu jej ostatnio nie widujemy jak płynie przez osiedle ze swoimi psami: jeszcze w zeszłym roku operowali jej kręgosłup. Anita przelewając się przez wózek z zakupami opowiedziała mi swoją część i zapytała o moją (jak się koty, mianowicie, nazywają).
Po powrocie do domu rytualny spacer z kotami (Mańka biegała jak szalona i nawoływała chłopaków), rozmowa z Anne, która właśnie wróciła ze spaceru, słuchanie kryminału, który się przyjemnie rozkręcił i ... światło mi zgasło. Nagle poczułam, że muszę się położyć, a gdy wstałam (dokładniej, gdy mąż mnie zbudził), było przed dziewiątą, za późno na obiad, czy wyjście do sklepu, żeby dokupić makaron. Mimo wszystko, mąż zaczął pichcić, z makaronu zrobiły się kartofle, powoli wydobywam się z mgły mózgowej (Kochany wcześniej nie mógł mnie obudzić, bo godzinami siedział pod kotem — Mania przestaje żałośnie miauczeć tylko wtedy, gdy nosi się ją na rękach, czyli w domu mamy cyrk; panna Bronisława albo coś demoluje, albo siedzi pod samym sufitem i obserwuje sytuację, co mnie wcale nie dziwi). Chyba jestem chora, nie wiem na razie na co. Zaraz będzie obiad.
Lepiej, żebyś była zdrowa. Może to "tylko" zmęczenie i niewyspanie? Oby! Serdeczności przesyłam!❤️
OdpowiedzUsuń@Maskakropka2, najpewniej z letka mję przewiało :) Dobrze już.
Usuń