Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ardgillan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ardgillan. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 stycznia 2024

1490. Wizyta.

Do jedenastej mieliśmy być pozbierani i gotowi na wyjazd. Owszem, byliśmy. 

Rajd do Dublina. Samolot wylądował o właściwej porze, ale na Lilkę trochę poczekaliśmy, było akurat tyle czasu, żeby wypić zadziwiająco dobrą (jak na miejsce) kawę:


(w domu doczytałam, że Cloud Picker są palarnią specjalistycznej kawy z Crumlin, więc ich Jose nie jest przypadkiem)

Po przywitaniu najpierw udaliśmy na obiad do Swords, gdzie w Milano (pawilony) zjedliśmy bardzo dobre pizze. W trakcie posiłku zastanawialiśmy się, co jeszcze dzisiaj Lilce pokazać. Czas uciekał, słońce szybko chyliło się ku zachodowi, więc zamiast zagłębiać się ponownie w stolicę, pojechaliśmy w kierunku Ardgillan, żeby obejść naokoło znaną nam posiadłość.

Ogród stał nagi w zupełnej ciszy (zwiedzający raczej zmierzali do wyjścia, czyli w odwrotnym kierunku od naszego), za zaparowanymi szybami szklarń spały zimowym snem pelargonie, a gdy tylko weszliśmy na otwartą przestrzeń owionął nas lodowaty wiatr od morza. Niewiele rzeczy do delektowania się, poza tym nie chcieliśmy wchodzić do kawiarni, która i tak zaraz miała być zamykana. Następnie Costa w Drołdzie, sprawunki w Tesco i Lidlu, i do domu. Dla rozruszania atmosfery obejrzeliśmy pierwszy odcinek Ojca Teda. Przed dziewiąta Kochany zaczął przygotowywać krewetki.

Gość jest sympatyczny i nawet wymowny, chyba będzie dobrze (słyszę jak w Kuchniosalonie trwa dyskusja na temat polskiej polityki). Na jutro są ciekawe plany.

sobota, 23 lipca 2022

949. Powsinogi.

Pogoda zapowiadała się na słabą, mimo to po śniadaniu wybraliśmy się we trójkę do Ardgillan na podziwianie domu, ogrodu i restauracyjki (zjedliśmy tam obiad). Przy okazji krótko porozmawiałam z Christiną Poole, artystką, jak mniemam. 






Wracając z wycieczki zahaczyliśmy jeszcze o plażę w Laytown, nową Costę przy Tesco (jej menadżerką okazała się Wiktoria) i Lidla. Gdy wychodziliśmy z ostatniego sklepu złapał nas deszcz, który towarzyszył nam do naszej wsi. Psia pogoda, ale dzień zmierza ku końcowi, jesteśmy w domu, więc nikogo to nie martwi (może poza kotem). Jeszcze rozkminiam z teściową genealogię. Fred idzie wcześnie spać. Dziwa nad dziwiami.

sobota, 15 sierpnia 2020

242. Smutek.

Dowiaduję się, że wczoraj zmarła Ewa Demarczyk.
___
Prowadziłam do Ardgillan i trasa okazała się dla mnie za trudna — dwa razy miałam problem ze startem z górki i to wzbudziło we mnie emocje, których Fred nie rozumie. Park przy domu był piękny, jak zwykle. Chodziłam po nim, i chodziłam, a smutek wewnątrz mnie rozlewał się i rozlewał ...




Z chodzenia zapamiętam więc dokładnie tyle klatek, ile zrobiłam zdjęć. Potem pojechaliśmy na zakupy do Lidla i do Costy przy M1 ...


... i do Woodiesa, na kompulsywne zakupy kwiatowe, bo oboje byliśmy podminowani (Fred myślami o sprawie Wu) ...


Cyklameny zostały zasadzone już dziś, razem, w podłużnej doniczce, zanim jeszcze z ociąganiem zabrałam się za obiad, który wypadł przed dziewiątą. Przez cały dzień prowadzę z mamą rozciągnięte w czasie konsultacje dotyczące zakupu zabytkowego kredensu do domu w Polsce. Co rozlane, trudno zebrać do kupy. Może spróbuję jutro. Może nie wiem.

wtorek, 25 lutego 2020

70. Ardgillan, Skerries, Nohavica.


Z domu trzeba w końcu wyjść. Padło na dwa miejsca, i tak jak powiedziałam Annie, która przyszła się przywitać, wyjedziemy i zobaczymy jak będzie (Anna wieszczyła pogorszenie pogody). Wyjechaliśmy z największymi przebojami Queen w tle. Dopiero zaczął się odpływ, Boyne prawie wychodziła z koryta. 

Ardgillan.
Trochę zimno, trochę wietrznie.






Po kawie pojechaliśmy w kierunku Skerries. W centrum turystycznym okazało się, że już nie załapiemy się na wejście do młynów. Przyjedźcie jutro, nie idźcie do pracy ;). Małżonek kupił torfowy krzyż św. Brygidy, oglądamy wełniane czapki, zacne filiżanki i ciasne, przytulne wnętrza.


Wiatraki łapiemy z daleka ...


... a nas w drodze powrotnej do naszego miasta łapie śnieg z deszczem. Jako soundtrack towarzyszą nam największe przeboje The Pogues. Kupujemy to i owo na obiad, wracamy do kota, który czeka przed drzwiami chociaż ma otwarte okno od strony ogródka.

Kometa — The Best of Nohavica (2013) leci, gdy Fred przygotowuje surówkę do steków z tuńczyka. Potem Tak mě tu máš (2012), gdy jemy późny obiad. Mój mąż wzrusza się nawet wtedy, gdy całuję go po zjedzeniu surówki z porem. Płyty zaprowadzają melancholię i dużo rozmawiamy o Krisie. Szkoda Krisa. Późno w nocy jeszcze więcej Nohavicy z youtube'a. Przed tym kupiłam bilety — wspólnie wylatamy na urodziny babci. Jestem taka szczęśliwa.