Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Felek. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 sierpnia 2026

2444. Zmiany.


Kochany zamienił dni w pracy, jechał do miasta dzisiaj zamiast we wtorek, jak zwykle się z nim zabrałam, czyli musiałam wstać trochę wcześniej, budzik wytrącił mnie z głębokiego snu. Na zewnątrz mokro, deszczowo, z kawiarni do biura szurałam pod kapturem nieprzemakalnej kurtki (w poniedziałek tak miło było iść w innej kurtce, rozchełstanej, z frędzlami, z kogutem na głowie, piórem rozpuszczonym, a teraz to: przedpołudniowy listopad w sierpniu). Praca się zagęszcza, dwa spotkania, na jutro w planach kolejne dwa. TPTB zmienili mi grafik wrześniowy. I dobrze, spina oddaliła się w czasie, pomiędzy spotkaniami i emilkami słucham Sapkowskiego.

Po południu radykalna zmiana pogody — przyjemne słonko, na wsi daleki pomruk morza i delikatna mgła pomiędzy budynkami, nierealna, jak wzroku zamglenie. Podczas naszej nieobecności (przyjechaliśmy późno, Kochany godzinę przebijał się przez miasto pod moje biuro) w obejściu stała się magia: niewidzialna ręka naprawiła dziury w płotach, zamontowała brakujące pokrywy do wentylacji, podwiesiła kabel od sieci internetowej, dom wygląda na czysty i zrównoważony. 
 
Lubię chodzić z Bronią pod drzewiaste cyprysiki (wronie drzewa), lubię ich zapach, koty pewnie też, choć dla nich to jeszcze zapachy szczurze i ślady innych przygód dla mnie niedostępnych. Felek, przybłęda rodziców, nie lubi mieć na sobie uprzęży, już się o to pogniewał, tak mi mama zrelacjonowała podczas kociego spaceru. Nasi nowi, młodzi sąsiedzi mają czarnego labradora, ale to nie koniec psich aktualizacji. Są też dwa dogi, jeden w kolorze pustyni, drugi arlekin, wielki jak koń. A my z dwoma kotami chowającymi się przed psami za krawężniki :) Mały wzrusz: podczas kociego spaceru przechodzący chłopiec powiedział na nasz widok: I remember Richard the cat! Obiad po spacerze. Mieciu drugi raz zrobił to samo ciasto, tym razem mu wyszło (nastawienie robi różnicę).

wtorek, 25 sierpnia 2026

2443. Update wtorkowy.

Przez noc jakiś obgryzek schrupał większość pozostawionych marchewek. Ząbki są niewielkie, podejrzewam szczury, okrągłych bobków brak. Szkoda, że nie mamy fotopułapki, która zaspokoiłaby moją ciekawość. Nie mam nic do szczurów, każdy chce żyć, fotopułapki nie kupię, przed nami inne, większe wydatki.

Wpadła szefowa, podpisałam umowę do września'27. Prawdopodobnie tracę Teresę, oficjalnie z powodu braku podwyżki, choć wyczuwam tu inne sprawy rodzinne (koleżanka z tych, którymi można orać, bohaterka rodziny, czyli w tle obrazy Bacona; każdy jest do zastąpienia, tyle że roszady kadrowe są mało komfortowe psychiczne dla moi).

W czasie spaceru myszowego (coraz większa jesieniowość, na horyzoncie zbierają się chmury) oddzwoniła mama: pies nie ma czipa. Jeśli ktoś go szuka, powinien się bardziej postarać, w sieci zapytań brak. Duży pies, wygląda na Felicjana.

Zaczynamy z Kochanym kminić szczegóły jesiennego wyjazdu do Polski. Odbędzie się później niż zwykle i najprawdopodobniej zrobimy trochę mijanki. Za to jest duża szansa, że koty będą miały dobrą opiekunkę na czas nieobecności nas obojga (zaszłam do Anne po obiedzie, gdy na osiedle padał już drobny deszcz; sąsiadka dokładnie sprawdziła daty, wygląda to optymistycznie).

W głośnikach album Ballada na koniec świata Siekiery.

Umarła Dolly Parton, mówi Fred. Chyba jedyna lubiana przeze mnie piosenkarka country. Trzeba było łyknąć coś na pocieszenie: zaczęłam słuchać pierwszego opowiadania z tomu Miecz przeznaczenia.