... trzeba było spać, skoro spałam i spałam, obudziłam się dopiero, gdy Kochany wstał jako pierwszy. Za oknem ciemno, a tu już przed dziewiątą. Nad wsią przez cały dzień przechodził ponury, wietrzny front. Piątek na zwolnionych obrotach. Skończyłam czytać Too Much and Never Enough Mary L. Trump (Simon & Schuster, 2021), książkę dość ciężką psychicznie do strawienia. Pod wieczór zadzwoniłam do mamy — Kochany upewnił się sekretnie w rozmowie z teściową (poszłam do łazienki policzyć wypaczające się płytki), że mikołajowe prezenta przybyły w całości; mama uaktualniła stan mojej wiedzy o domowych wydarzeniach (Maksio właśnie wrócił ze szpitala po dziennym pobycie, ale nie chciał rozmawiać, obrażony poczłapał do kuchni) i stan postępów w przygotowaniach świątecznych (majonez został kupiony). Zaczęłam czytać Small Things Like These Keegan, ponieważ jednak Kochany chciał obejrzeć film, znalazłam coś krótkiego i na tym się skupiliśmy, Tajne przez poufne (2008) braci Coen (filmweb mi podpowiadał, że mi się spodoba i miał rację)
piątek, 29 listopada 2024
niedziela, 17 września 2023
1370. Relaks mimo wszystko.
Zapowiadają się deszcze przez cały tydzień. Nic nie poradzimy, pościel trzeba prać i suszyć w domu. Pojawił się problem z programem ASAP, więc choć planowałam oderwać się w weekend od myśli o studiach, oczywiście rano wylazłam z łoża, żeby wysmarować emilek do kogoś, kto może mi coś poradzić. Poza tym relaks, nie dam się pokonać.
Szpaki przemieszczają się coraz większymi stadami (chmara sąsiadów wylądowała w porze śniadania na trawniku i systematycznie penetrowała obszar). Szarość naokoło, kot kilka razy podejmował próby spaceru, ale szybko pojawiał się w sypialni i zwijał w kłębek.
Wracam do czytania rozgrzebanego Bielma Gutowskiego (porzucone gdzieś na wiosnę, co pokazuje rozmiar umysłowego zajęcia czym innym, bo lektura łatwa i tematycznie mi leży).
W temacie (przed)wczorajszej dramy: zawieźliśmy do Wojtka rower i przy okazji kawy w Coście poinformowaliśmy go o przemyśleniach gospodyni (żeby wiedział na czym stoi). Po kawie (nie zmarnowaliśmy całego tego czasu na rozmowie o głupich pizdach, było też trochę o kinie) zrobiliśmy zakupy i odwieźliśmy Wojtka na stancję. U przyjaciół jeszcze mielenie litewskiej dramy prowincjonalnej. Wieczór został zakończony naprawdę dobrą Balladą o Busterze Scruggsie (2018). Powrót do domu, prysznic, i mamy po północy.
czwartek, 7 stycznia 2021
387. A to było dziwne.
Obudziłam się w nocy mając wrażenie, że jestem na statku. Gdy jeszcze o zmroku wstałam otworzyć kotu drzwi do wolności okazało się, że to realia — przez chwilę chodziłam od burty do burty zanim złapałam azymut (Noc była niezwykle zimna. Wiedziona przeczuciem za dwie minuty, gdy ponownie odnalazłam klamkę, jeszcze raz otwarłam drzwi i bardzo słusznie, bo kot wparował do środka jak strzała. Mamo!). Zawroty minęły wraz z porankiem.
Pomimo zimna, okoliczności przyrody skusiły mnie spacerem. W osiedlu szłam prawie po gołoledzi. Trzy stoliki przy plaży były zajęte przez nostalgicznych kawowiczów, z wody wyszły dwa morsy, na morzu pracował kuter, widać to dobry czas na połów.
Wypstrykaliśmy się z obiadów i Fred sam pojechał na zakupy, żeby przywieźć m.in. bukiet róż i kalafior na dzisiaj. A potem zrobił mi obiad słuchając do tego płyty z najgórniejszej półki po lewo, czyli z epoki najdzikszej młodości (półka zaczyna się od Marillionu, ale słuchaliśmy Camela). Wieczorem obejrzeliśmy Człowieka, którego nie było Coenów (2001), i to też było dziwne.
środa, 8 kwietnia 2020
113. Odium choroby.
Więc tam na podłodze leżała pani Lundegaard. I domyślam się, że twój kompan był w rozdrabniarce do drewna. I tych troje w Brainerd. A za co? Za trochę grosza. W życiu liczy się coś więcej, niż trochę grosza, wiesz. Nie wiesz tego? I teraz tu jesteś, w taki piękny dzień.
czwartek, 23 stycznia 2020
37. Miau.
A teraz właśnie świat za oknem lśni.
___
edit 18:35 Po obiedzie pojechaliśmy się powłóczyć (przy okazji pokazuję mamie obrazki z naszej drogi w reakcji na jej aktualną fotkę z serii "droga do domu"), najpierw na plażę w Annagassan (szczyt odpływu, flauta), potem na północ, na kawę do Costy, tej przy N52. Gadamy sobie o rzeczach różnych, po drodze rozbawia mnie obrazek andrzejrysuje o grzechu ekologizmu:
Tak przy okazji o tegorocznych wyborach: choć dotychczasowi kandydaci na prezydenta nie wzbudzają mojego entuzjazmu (żaden z nich nie ma, jak Tusk, umiejętności włożenia rozmówcy w moim imieniu widelca w oko na zimno), teraz myślę, że z czystej przekory zagłosowałabym na zdeklarowanego geja i lewaka.
Ka&Jot nie zastajemy w domu, ale co się odwlecze ...
___
edit 23:14 To nie jest kraj dla starych ludzi (2007) — jeden z lepszych filmów ever jakie oglądałam. Scenografia, scenariusz, casting — wszystkie elementy najwyższej próby. Tylko nie pytajcie, czy on ją zabił czy nie.
czwartek, 26 grudnia 2019
Postscriptum #9.
Po południu Fred zajął się pisaniem nowego tekstu na bloga, Rysiu spaniem w naszym łóżku, ja czytaniem Sodomy F. Martela przy cichym akompaniamencie Weihnachtsoratorium BWV 248 J.S. Bacha (Nikolaus Harnoncourt, 1982). Zakończyłam rozdział o Trujillo. Przebrzydła persona. Czy Karol Wojtyła, znany jako Jan Paweł II, miał choć jednego sympatycznego protegowanego? Ze złości aż mi się zachciało spać i nasłuchując prawym uchem w półśnie doszłam do 2/3 oratorium. Po trzeciej pojechaliśmy po chleb, wróciliśmy z czterema nędznymi bułeczkami, a najdroższym zakupem była karma dla psa, który nawet nie jest nasz.
Wieczorem Ścieżka strachu (1990) braci Coenów. Sprytny pastisz. Na sen album Blood Sugar Sex Magik Red Hot Chili Peppers (1991).
