Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bracia Coen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bracia Coen. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 listopada 2024

1809. Widocznie ...

... trzeba było spać, skoro spałam i spałam, obudziłam się dopiero, gdy Kochany wstał jako pierwszy. Za oknem ciemno, a tu już przed dziewiątą. Nad wsią przez cały dzień przechodził ponury, wietrzny front. Piątek na zwolnionych obrotach. Skończyłam czytać Too Much and Never Enough Mary L. Trump (Simon & Schuster, 2021), książkę dość ciężką psychicznie do strawienia. Pod wieczór zadzwoniłam do mamy — Kochany upewnił się sekretnie w rozmowie z teściową (poszłam do łazienki policzyć wypaczające się płytki), że mikołajowe prezenta przybyły w całości; mama uaktualniła stan mojej wiedzy o domowych wydarzeniach (Maksio właśnie wrócił ze szpitala po dziennym pobycie, ale nie chciał rozmawiać, obrażony poczłapał do kuchni) i stan postępów w przygotowaniach świątecznych (majonez został kupiony). Zaczęłam czytać Small Things Like These Keegan, ponieważ jednak Kochany chciał obejrzeć film, znalazłam coś krótkiego i na tym się skupiliśmy, Tajne przez poufne (2008) braci Coen (filmweb mi podpowiadał, że mi się spodoba i miał rację)

niedziela, 17 września 2023

1370. Relaks mimo wszystko.

Zapowiadają się deszcze przez cały tydzień. Nic nie poradzimy, pościel trzeba prać i suszyć w domu. Pojawił się problem z programem ASAP, więc choć planowałam oderwać się w weekend od myśli o studiach, oczywiście rano wylazłam z łoża, żeby wysmarować emilek do kogoś, kto może mi coś poradzić. Poza tym relaks, nie dam się pokonać. 

Szpaki przemieszczają się coraz większymi stadami (chmara sąsiadów wylądowała w porze śniadania na trawniku i systematycznie penetrowała obszar). Szarość naokoło, kot kilka razy podejmował próby spaceru, ale szybko pojawiał się w sypialni i zwijał w kłębek. 

Wracam do czytania rozgrzebanego Bielma Gutowskiego (porzucone gdzieś na wiosnę, co pokazuje rozmiar umysłowego zajęcia czym innym, bo lektura łatwa i tematycznie mi leży).

W temacie (przed)wczorajszej dramy: zawieźliśmy do Wojtka rower i przy okazji kawy w Coście poinformowaliśmy go o przemyśleniach gospodyni (żeby wiedział na czym stoi). Po kawie (nie zmarnowaliśmy całego tego czasu na rozmowie o głupich pizdach, było też trochę o kinie) zrobiliśmy zakupy i odwieźliśmy Wojtka na stancję. U przyjaciół jeszcze mielenie litewskiej dramy prowincjonalnej. Wieczór został zakończony naprawdę dobrą Balladą o Busterze Scruggsie (2018). Powrót do domu, prysznic, i mamy po północy. 

czwartek, 7 stycznia 2021

387. A to było dziwne.

Obudziłam się w nocy mając wrażenie, że jestem na statku. Gdy jeszcze o zmroku wstałam otworzyć kotu drzwi do wolności okazało się, że to realia — przez chwilę chodziłam od burty do burty zanim złapałam azymut (Noc była niezwykle zimna. Wiedziona przeczuciem za dwie minuty, gdy ponownie odnalazłam klamkę, jeszcze raz otwarłam drzwi i bardzo słusznie, bo kot wparował do środka jak strzała. Mamo!). Zawroty minęły wraz z porankiem.

Pomimo zimna, okoliczności przyrody skusiły mnie spacerem. W osiedlu szłam prawie po gołoledzi. Trzy stoliki przy plaży były zajęte przez nostalgicznych kawowiczów, z wody wyszły dwa morsy, na morzu pracował kuter, widać to dobry czas na połów. 

Wypstrykaliśmy się z obiadów i Fred sam pojechał na zakupy, żeby przywieźć m.in. bukiet róż i kalafior na dzisiaj. A potem zrobił mi obiad słuchając do tego płyty z najgórniejszej półki po lewo, czyli z epoki najdzikszej młodości (półka zaczyna się od Marillionu, ale słuchaliśmy Camela). Wieczorem obejrzeliśmy Człowieka, którego nie było Coenów (2001), i to też było dziwne.

środa, 8 kwietnia 2020

113. Odium choroby.

Podobnie jak wtorek, środa zaczęła się słońcem i flautą. Wiosna gna pełną parą, tym bardziej rozumiem frustrację Freda, że nie mógł wczoraj dokończyć transakcji online.W sklepie ogrodniczym ktoś nam zmiótł sprzed nosa krzaczki lawendy. Podobno nie nadążają pakować, więc dokonać zakupu można było tylko przez godzinę, po 18-tej. Czekałam, odświeżałam, i haps, nie ma. Ale to wczoraj. Dziś dalsza część koronawirusowego letargu. W nocy dokuczał mi palec w stopie, więc darowałam sobie spacer. Małżonek wyruszył na zakupy na tyle duże, żebyśmy do poniedziałku mieli z głowy planowanie obiadu. Przy okazji kupił też maseczki (może w sobotę pojedziemy coś dokupić, a liczymy się z tłokiem) i bukiet wielokolorowych róż (gdyż dzisiaj jest nierocznica oświadczyn). Majkelowi bigos smakował, a Anne potrawa zaintrygowała na tyle, że wygooglała jej wegetariańską wersję, i pogadała z nami o tym przy okazji zwrotu pudełeczka. Odium choroby wisi nad wiosną, osiedle nie jest tak ożywione jak zwykle bywa o tej porze, i to mi doskwiera. Dość wcześnie, jeszcze przed zmierzchem zaczęliśmy oglądać Fargo (1996) braci Coenów z fantastyczną, jak zwykle, Frances.

Więc tam na podłodze leżała pani Lundegaard. I domyślam się, że twój kompan był w rozdrabniarce do drewna. I tych troje w Brainerd. A za co? Za trochę grosza. W życiu liczy się coś więcej, niż trochę grosza, wiesz. Nie wiesz tego? I teraz tu jesteś, w taki piękny dzień.

czwartek, 23 stycznia 2020

37. Miau.

Stanowcze miau obudziło mnie o 7:08 (poszliśmy spać około drugiej - nie możemy się nagadać i pożyczamy czas z innego dnia).

A teraz właśnie świat za oknem lśni.
___
edit 18:35 Po obiedzie pojechaliśmy się powłóczyć (przy okazji pokazuję mamie obrazki z naszej drogi w reakcji na jej aktualną fotkę z serii "droga do domu"), najpierw na plażę w Annagassan (szczyt odpływu, flauta), potem na północ, na kawę do Costy, tej przy N52. Gadamy sobie o rzeczach różnych, po drodze rozbawia mnie obrazek andrzejrysuje o grzechu ekologizmu:


Tak przy okazji o tegorocznych wyborach: choć dotychczasowi kandydaci na prezydenta nie wzbudzają mojego entuzjazmu (żaden z nich nie ma, jak Tusk, umiejętności włożenia rozmówcy w moim imieniu widelca w oko na zimno), teraz myślę, że z czystej przekory zagłosowałabym na zdeklarowanego geja i lewaka.

Ka&Jot nie zastajemy w domu, ale co się odwlecze ... 
Wracamy do kota jadąc w morskiej mgle.
___
edit 23:14 To nie jest kraj dla starych ludzi (2007) — jeden z lepszych filmów ever jakie oglądałam. Scenografia, scenariusz, casting — wszystkie elementy najwyższej próby. Tylko nie pytajcie, czy on ją zabił czy nie.

czwartek, 26 grudnia 2019

Postscriptum #9.

O jedenastej, w mżawce, pan w pomarańczowej kurtce, który wcale nie wyglądał na rycerza św. Kolumby, ale najprawdopodobniej nim był (The Knights of St. Columbanus, poważnie), zapukał do naszych drzwi, rzekł Happy Xmas, wręczył Fredowi torbę i poszedł do naszego sąsiada, Judżina, z drugim takim samym pakunkiem. Dostaliśmy mnóstwo słodyczy i dinksów, mnie najbardziej olśniła szczoteczka do zębów, Freda dwa męskie grzebienie kieszonkowe. Skąd wiedzieli? Chwilę później to my zrobiliśmy niespodziankę: brudnawy jack russell przechodzi obok nas nawet kilka razy dziennie, więc zawsze czeka na niego saszetka pedigree pal. Nie zawiedliśmy — pewnie sobie pomyślał, że warto było się wybrać na osiedle w to bure, deszczowe przedpołudnie.

Po południu Fred zajął się pisaniem nowego tekstu na bloga, Rysiu spaniem w naszym łóżku, ja czytaniem Sodomy F. Martela przy cichym akompaniamencie Weihnachtsoratorium BWV 248 J.S. Bacha (Nikolaus Harnoncourt, 1982). Zakończyłam rozdział o Trujillo. Przebrzydła persona. Czy Karol Wojtyła, znany jako Jan Paweł II, miał choć jednego sympatycznego protegowanego? Ze złości aż mi się zachciało spać i nasłuchując prawym uchem w półśnie doszłam do 2/3 oratorium. Po trzeciej pojechaliśmy po chleb, wróciliśmy z czterema nędznymi bułeczkami, a najdroższym zakupem była karma dla psa, który nawet nie jest nasz.

Wieczorem Ścieżka strachu (1990) braci Coenów. Sprytny pastisz. Na sen album Blood Sugar Sex Magik Red Hot Chili Peppers (1991).