Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą precjoza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą precjoza. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 lipca 2026

2398. Sobota we Wro.

Spóźniłyśmy się na szynobus, potem wysiadłyśmy z tramwaju nr 18 nie na tym przystanku co trzeba, ale poza tym sztos. Byłyśmy we Wro przed otwarciem muzeum narodowego, więc najpierw archikatedra. Następnie muzealna kawiarnia (ja-go-dzian-ka!!) i muzeum też (fotografowanie piesków i kotków) → spacer i grecka restauracja w Rynku → sklep z minerałami w którym kupiłam bransoletkę z akwamarynami → kawa w Cherubinowym Wędrowcu i lody dla mamy → na szybko katedra Marii Magdaleny → tramwaj nr 6 → gołębie w parku Staszica. W tym czasie Kochany wędrował z tatką po suszarni i kawiarni w Tcy. Spotkaliśmy się wszyscy o piątej, gdy minibusem wróciłyśmy ze stolycy do miasta powiatowego. Siedzieliśmy chwilę pod nowymi tężniami.







W domu opycham się ciastem, robię z mamą kanapeczki, zajadam, wieczorem gapię się na trzeci sezon Poirota (8, 9 i 10). Nieróbstwo i hedonizm, własna banieczka. Są, owszem, jakieś przeszkadzajki niewielkie, np. z rana widzę, że nie widzę, kamerka w Kuchniosalonie irlandzkiego domu nie działa, ale na szczęście to jakaś bzdurousterka. Nóżki mnie bolą, mam spuchniętą i siną kostkę palca wskazującego lewej dłoni, oraz bardzo jestem zadowolona.

środa, 4 lutego 2026

2241. Plany i zwyczaje.

Ustalone. Opiekunka do kotów jest, urlop i potencjalne kandydatki na zastępstwo są, samochód jest (zamiast do Poznania lecimy do Wawy). Wieczorem przy dźwiękach Cream rezerwujemy bilety "do" (decyzje o "z" nie zostały jeszcze podjęte). O planie poinformowałam mamę w czasie pracy, każda z nas w swoim biurze (biuro mamy jest mniejsze, ale jaśniejsze i po prostu ładniejsze).

Przez ostatnie kilka dni najwięcej rozmawiamy z Kochanym w samochodzie, albo przy obiedzie, gdyż poza tym separujemy się, żeby nie zaburzać Fredowi jego procesu twórczego, a mnie słuchania audiobooków bez słuchawek. I tak, po dłuższym czasie, z chłodnawej sypialni wchodzę do zaparowanego Kuchniosalonu, gdzie mąż słuchając antycznej muzyki rockowej pichci obiad (dzisiaj wątróbka i sałatka z pora). Jestem szczęściarą, notuję se we łbie po raz kolejny

Pomiędzy obiadem i rezerwacją biletów rozmawiamy o zabójstwie pod Narożnikiem. Ciekawe, czy kiedyś ich znajdą, morderców.

Kochany zadzwonił już do Stu, żeby poinformować go o naszym dziwnym rozkładzie jazdy i pożądanym czasie podstawienia samochodu. Dobrze mi. Planowanie jest dobre, planowanie cieszy duszę. W międzyczasie wyciągnęłam bransoletkę, którą dostałam pod choinkę. Hematyty i turmalin. Odwaga i determinacja, ochrona i wewnętrzna równowaga, głosi opis kamieni. Pierdoły, mamroczę. Noszę od jutra.

sobota, 4 października 2025

2118. Urodzona w szabes …

… podobno o 1:40. Czyli wylądowałam w Polsce nowo narodzona (akurat zapadałam w kolejny mikrosen, gdy koła podwozia zaboksowały w lądowisku o godzinie 1:44). Jak na narrację sztormową, lot był spokojny; w czasie podróży zaczęłam czytać Prawiek i inne czasy. Reszta wydarzeń równie gładka, szybko przeszliśmy przez granicę, Fred błyskawicznie odebrał bagaż, chwila i już witaliśmy się z rodzicami. Kochany przejął od tatki kierownicę i chodu przez Wrocław (mama jeszcze nie czytała o śmierci Hiacynty Bukiet i był to jeden z tematów podróżnych).

Pod lasem niebo usiane gwiazdami, wokół domu nowy chodnik ułożony przez tatkę; w środku przywitała nas czarna banda (pierwsza była wścibska Józia). Zębów mycie i sen (trzecia czasu lokalnego). 

Wstałam o ósmej, oczywiście czarna banda zaraz mnie dopadła, Bronek i Frania bez pardonu zaczęli się pakować w cudze śniadanie, gorsze to to od szarańczy.

(Józia z mamą też plątały się to tu to tam). Tymczasem za oknem poranna loża krytyków (Maciej jest już chyba głuchy, nie reaguje na stukanie w szybę):

Zmiany pokoleniowe są bardzo zauważalne: Maksiu ledwo chodzi, Wojciech i Niunia głównie śpią (pociesza fakt Niuniowej puchatości, koteczka jest znacznie grubsza niż przy poprzedniej wizycie, co ma znaczenie, bo wrażliwość jej brzuszka od kilku miesięcy jest dużym problemem zdrowotnym); Rózia, Rozalka i Zosia nie pogodziły się z obecnością w domu czarnej bandy, Gosi Koty i trójki jej dzieci, złodziei obierek ziemniaczanych i kolekcjonerów cudzych skarpet; Filemon ciężko choruje i odmawia leczenia. Poniżej cień Filemona za płotem, na pierwszym planie Gosia Pies z Mruczysławem kopiują układ choreograficzny ze starej foty Macieja i Malinki:

Rozmowy z rodzicami, idealne prezenty Fredowe (cztery książki Fossego, mnóstwo filmowej klasyki na dvd oraz muzyka na cd); od razu przeczytałam książkę Fossego Dziewczynka ze skrzypcami, króciutką historię ilustrowaną dla dzieci. Rodzice pojechali na zakupy. Odbyłam urodzinowe wideokonferencje ze świekrą i z Celtem. Plany miałam na dzisiaj trochę inne, ale byłam zbyt zmęczona na wymyślanie wysublimowanej aktywności kulturalnej — są takie dni, że jedzenie, rozmowy i drzemanie wystarczą (wyszłam na dwór tylko na chwilę, stąd foty Mruczysławowo-Gosiowe; drzewa szumiały).

Zjedliśmy bigos, na deser zdmuchnęłam świeczki z liczbą 50 na torcie śmietanowym z malinami. Dostałam od rodziców piękną, złotą bransoletkę z miasta Łodzi i kubek z napisem motywacyjnym, z którym zgadzam się po całości. Tak miło się zrobiło, że musiałam udać się na drzemkę. Prosz (Wojtuś wyleguje, na ręce wspomniana bransoletka):


Wieczór w pieleszach, na ekranie Co ludzie powiedzą, w tle chrapanie psa, pod ręką grubiutki kot, bochenek chleba jak trzy bochenki, jakby się komuś zakwas przedawkował. W głowie wielki spokój.

wtorek, 3 czerwca 2025

1995. Nastawiłam budzik ...

... na godzinę później! Niechcący (nie wiem, Mózgu, co ty tam sobie kombinowałaś), oczywiście nie spóźniałam się, bo zazwyczaj wstaję z dwugodzinnym zapasem, ale arghrghrgh! Idąc do przystanku znalazłam w kieszeni goretexu bilet do Kościoła Pokoju z zeszłego tygodnia oraz gałkę oczną podarowaną nam na pożegnanie przez Marksistkę. Czuły podarunek, taki jakie lubię :D

I tak, od wczoraj mamy plany na niedzielę (bezpłatne wejściówki na wydarzenie zostały przeze mnie ściągnięte — idziemy na Szczygła oraz na poszukiwanie książek tanich, a dobrych); poza tym myślimy o odwiedzeniu schroniska całkiem niebawem (Mózgu z ekscytacji robi przytupywanie jak mała świnka).

Przed wylotem do rodziców zaczęłam nosić ceramiczne kolczyki, stare, kupione jeszcze u Artystycznej Duszy, gdy ta mieszkała w Polsce. Złote kolczyki od świekry odłożyłam do pudełka kilka miesięcy temu z powodów mi obecnie nieznanych (wspomnienie jest chwilowo niedostępne) i bałam się, że dziurka w lewym uchu może mi zarosnąć; felerne to ucho (lekko się poruszyłam, gdy ciotka Irka mi je przekłuwała), zawsze na początku się grzebie (właśnie przestało). A rozchodzi się o to, że mnie małe ceramiczne kolczyki na powrót oczarowały. Poszukuję. Kupowane będzie.

Ze spraw innych: Kochany zrzucił się z rodzeństwem na opaskę seniora dla świekry, przy okazji wymienił informacje ze szwagierką. W pracy zrelaksowałam się wpisywaniem cyferek do tabelek w excelu. Obiad był pyszny, Fredowo-polskosklepowy. Wieczorem obejrzeliśmy Jej wysokość Afrodytę Allena (trzydzieści lat zabrało mi trafienie z nastrojem w ten seans).

sobota, 27 sierpnia 2022

984. Układanka.

Ładnie zaczęty dzień, otwarcie okna, sen, kocie śniadanie. Mięknę na starość. Zauważywszy kiełkujący czosnek, zamiast go zjeść, natychmiast posadziłam przed domem. Po kawie wyszłam na dłuższy spacer (do tamtej wydmy — nowy, niezbędny dla zdrowia psychicznego dystans). Morze skrzy się, poprzedni przypływ zostawił dziesiątki jesiennych lwich grzyw, aktualny przywlókł kolejne:

Kraciasty od przedpołudnia w Nowej Aleksandrii, najpierw wędrował po mieście w poszukiwaniu kawy, potem rozgaszczał się u mamy, stamtąd zadzwonił, żeby mi pokazać prezent dla mnie od teściowej (złote kolczyki). Nie spodziewałam się. Ryszard też dostał prezent (dwie obróżki).

Po południu pod muzykę Taste i Thin Lizzy układam. Układam i układam. Puzzle naprawdę zajmują umysł i relaksują. Oczywiście nadal nie ułożone, ale kot już jest ;). Poza tym, dzięki puzzlom zapomniałam o praniu w ogrodzie i wyszłam je zebrać dopiero o zmroku. Dobrze się stało, chyba pierwszy raz tutaj mogłam zaobserwować latającego nietoperza.