Strony

wtorek, 3 czerwca 2025

1995. Nastawiłam budzik ...

... na godzinę później! Niechcący (nie wiem, Mózgu, co ty tam sobie kombinowałaś), oczywiście nie spóźniałam się, bo zazwyczaj wstaję z dwugodzinnym zapasem, ale arghrghrgh! Idąc do przystanku znalazłam w kieszeni goretexu bilet do Kościoła Pokoju z zeszłego tygodnia oraz gałkę oczną podarowaną nam na pożegnanie przez Marksistkę. Czuły podarunek, taki jakie lubię :D

I tak, od wczoraj mamy plany na niedzielę (bezpłatne wejściówki na wydarzenie zostały przeze mnie ściągnięte — idziemy na Szczygła oraz na poszukiwanie książek tanich, a dobrych); poza tym myślimy o odwiedzeniu schroniska całkiem niebawem (Mózgu z ekscytacji robi przytupywanie jak mała świnka).

Przed wylotem do rodziców zaczęłam nosić ceramiczne kolczyki, stare, kupione jeszcze u Artystycznej Duszy, gdy ta mieszkała w Polsce. Złote kolczyki od świekry odłożyłam do pudełka kilka miesięcy temu z powodów mi obecnie nieznanych (wspomnienie jest chwilowo niedostępne) i bałam się, że dziurka w lewym uchu może mi zarosnąć; felerne to ucho (lekko się poruszyłam, gdy ciotka Irka mi je przekłuwała), zawsze na początku się grzebie (właśnie przestało). A rozchodzi się o to, że mnie małe ceramiczne kolczyki na powrót oczarowały. Poszukuję. Kupowane będzie.

Ze spraw innych: Kochany zrzucił się z rodzeństwem na opaskę seniora dla świekry, przy okazji wymienił informacje ze szwagierką. W pracy zrelaksowałam się wpisywaniem cyferek do tabelek w excelu. Obiad był pyszny, Fredowo-polskosklepowy. Wieczorem obejrzeliśmy Jej wysokość Afrodytę Allena (trzydzieści lat zabrało mi trafienie z nastrojem w ten seans).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.