Ustalone. Opiekunka do kotów jest, urlop i potencjalne kandydatki na zastępstwo są, samochód jest (zamiast do Poznania lecimy do Wawy). Wieczorem przy dźwiękach Cream rezerwujemy bilety "do" (decyzje o "z" nie zostały jeszcze podjęte). O planie poinformowałam mamę w czasie pracy, każda z nas w swoim biurze (biuro mamy jest mniejsze, ale jaśniejsze i po prostu ładniejsze).
Przez ostatnie kilka dni najwięcej rozmawiamy z Kochanym w samochodzie, albo przy obiedzie, gdyż poza tym separujemy się, żeby nie zaburzać Fredowi jego procesu twórczego, a mnie słuchania audiobooków bez słuchawek. I tak, po dłuższym czasie, z chłodnawej sypialni wchodzę do zaparowanego Kuchniosalonu, gdzie mąż słuchając antycznej muzyki rockowej pichci obiad (dzisiaj wątróbka i sałatka z pora). Jestem szczęściarą, notuję se we łbie po raz kolejny
Pomiędzy obiadem i rezerwacją biletów rozmawiamy o zabójstwie pod Narożnikiem. Ciekawe, czy kiedyś ich znajdą, morderców.
Kochany zadzwonił już do Stu, żeby poinformować go o naszym dziwnym rozkładzie jazdy i pożądanym czasie podstawienia samochodu. Dobrze mi. Planowanie jest dobre, planowanie cieszy duszę. W międzyczasie wyciągnęłam bransoletkę, którą dostałam pod choinkę. Hematyty i turmalin. Odwaga i determinacja, ochrona i wewnętrzna równowaga, głosi opis kamieni. Pierdoły, mamroczę. Noszę od jutra.
No i super.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, i to jeszcze jak :)
Usuń