Położyłam się spać o trzeciej w nocy, Fred wrócił około ósmej, wiem to bardziej z jego esemesa niż z realu, bo akurat byłam w comie (kot mnie obudził z godzinę wcześniej i poprosił o pasztecik z sosem). O tej trzeciej, gdy otwierałam okno, żeby dobrze się spało, było ciemno, że oko wykol, ale kilkadziesiąt minut później weszła do sypialni poświata nowego dnia ... czerwiec.
Małżonek spał do czwartej po południu, ja przez to niedospanie kręciłam się po domu jak mucha w smole. Zrobiłam dwie pożyteczne rzeczy: obiad i rezerwację do NDLS na koniec miesiąca. Ryś pół dnia spał z tatkiem (aura nie zachęca do polowań i spotkań towarzyskich), potem wyszedł na obchód po szarej, mokrej dzielnicy. Wrócił i teraz leży na fredowym laptopie, czym ojca zmusza do czytelnictwa. Fred w okularach czyta o Breiviku, kot rozwalony przed nim na biurku od czasu do czasu zmienia pozycję wydając z siebie kocie posapki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.