Rodzice z samego rana ustroili się odświętnie i wyposażeni w maski oraz rękawiczki żwawo pomaszerowali do urny wyborczej. Ich zdjęcia gotowych do tej akcji przywitały mnie o poranku razem z Rysiem pacającym mnie łapką po policzku. Większość dnia leje i mamy niedzielę na przeczekanie. Gotuję młode ziemniaki, które dostaliśmy od Katlin, w łupinkach jak mi poradzono, żeby doświadczyć całej wspaniałości smaku.
Skończyłam lekturę biografii Ciechowskiego pióra Stelmacha Lżejszy od fotografii (WL, 2018). Trochę brak w wypowiedziach balansu pomiędzy realiami a zachwytem, jak to w Polsce — o zmarłym w samych superlatywach, chyba że to Stalin lub Hitler. Nie chcę powiedzieć, że Ciechowski na tę krytykę zasługiwał, po prostu jestem pewna, że balans byłby inny, gdyby wywiadujący nie musieli się pod swoimi wypowiedziami podpisywać.
Z okazji wyborów zjedliśmy pod wieczór budyń waniliowy, tyle, że bez soczku. Jeszcze chwila rozmowy z mamą — ona zawsze przy wyborach twardo siedzi przed tv i przeżywa. Tymczasem my znudzeni komedią z de Funesem, porzuciliśmy ją, żeby na na ninatece obejrzeć Operę o Polsce Piotra Stasika (2017). Było warto. Krótko, dosadnie, o tym jak jest.
Moi rodzice też zawsze oglądają te wieczorne studia wyborcze :)
OdpowiedzUsuńMoja mama pasjonuje się polityką, poza wyborami ogląda Szkło i inne takie. Woli to od seriali.
Usuń