Lato się rozszalało, pierwszy raz szłam po plaży rozhełstana do krótkiego rękawka, dla mnie, zmarzlucha, to jest coś. Multum ludzi, cztery parawany i jeden dmuchany łabędź. Łabędzia taszczyły dwa karki, które posługiwały się od czasu do czasu słowem "kurwa". Przynajmniej jeden parawan to też "nasi" (chyba rzucono parawany w Lidlu, wszystkie były takie same). Schodząc z plaży napotkaliśmy Trzyłapka, który jak ostatnio, położył się na piasku niedaleko drogi i obserwował ludzi i zwierzęta. Przychodzi popatrzeć. Mógłby być nasz, pasuje :)
Wróciliśmy "górą", obok pubu, i prawie natychmiast, zmęczeni słońcem, zaczęliśmy przygotowywać obiad. Zaraz po nim zrobiłam dla nas napoje, Fredowi jego kawkę, dla siebie wiśniową herbatkę z cynamonem, i wyszliśmy na żółtą ławkę, na której lubimy się wygrzewać, gdy jest ciepło i bezwietrznie. Przy okazji była mała telekonferencja z Polską, bo mama była już w domu. U nich gorąc, czyli też dobrze. Czekają na nowego dostawcę gazu, będą coś przełączać ... jak ten czas leci! Gadu gadu, pokazałam mamie nasze rabatki, pojawił się więc i kot rabatkowy, który wrócił ze mną do żółtej ławki:
Nasiadówka na żółtej ławce podziałała tak nastrojowo, że Freda ścięło z nóg na godzinę. Po leżakowaniu mąż zdecydował się jednak na kontynuowanie prac ogrodowych i tak się rozochocił wymachując pożyczonym od Moiry szpadlem, że prawie wyzionęłam ducha oczyszczając darń z nadmiernej ilości piasku. Dzisiaj było kopanie nor pod lawendami zasadzonymi na granicy z działką Anny. Pomocnik:
Skończyliśmy o ... dziesiątej. Jeszcze tylko pogadanka z Anną, sprzątanie narzędzi, prysznic i usuwanie piasku z różnych zakamarków. Będzie coś do picia i pizza. Skonani jesteśmy oboje.



O dziesiątej w Polsce to noc już jest.
OdpowiedzUsuń:D U nas przed dziesiątą zachodzi słońce, więc w ostatnich promieniach zdążyliśmy jeszcze wszystko ogarnąć :)
Usuń