Sprzątanie kuchni. Obiad. Spacer. Rozmowa.
Przy sprzątaniu wyglądało na to, że pogoda się pogorszy, ale tu jest Irlandia, you never really know. Zero wiatru, słońce, krótki rękawek, na plaży mnóstwo zielska pozostawionego przez odpływ. Spacer przecudny, najlepszy jaki tu może być. Zrobiliśmy kilka dobrych uczynków wrzucając małego, żywego kraba z powrotem do wody i omijając galaretki. Anne i Katlin robiły weranda news, gdy wychodziliśmy i były w tym samym miejscu, gdy wróciliśmy przed siódmą. Dołączył jeszcze Majkel, mąż Anne. Pogadaliśmy o robieniu wody sodowej, wronach, które dobierają się do gniazda szpaków i, a jakże, o Ryszardzie. Teraz siedzę w kuchni w staniku i grzeję się w wieczornych promieniach słońca. Dziś już nie wychodzimy, herbatka, komputer, może książka.
Te galaretki są parzące?
OdpowiedzUsuńNie sprawdzałam, ale skoro to małe meduzy, tak może być. Wczoraj znaleźliśmy kilka większych (na zdjęciach poniżej), dziś morze wyrzuciło mnóstwo trawy morskiej i galaretek wielkości drobnych monet.
Usuń