Z rana piorę pościel i wykorzystuję choć chwilę bez deszczu, żeby mi ją trochę przewiało. Nie lubię zapachu schnącego prania w domu, nie lubi tego mój uczulony na coś nos, który kicha i marudzi.
Po obiedzie we trójkę leżakujemy w sypialni. Dobre takie leżakowanie. Tymczasem w głowie mój ohrwurm przestawił się z refrenu piosenki A Million Miles Away na drugą zwrotkę ... Why ask how I feel / Well, how does it look to you?
Dlatego dobrze mieć strych. Ja zawsze pranie trzymam na strychu przynajmniej przez tydzień-dwa, żeby wywietrzał zapach proszku, czy używanych kapsułek.
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim. Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.
Dlatego dobrze mieć strych. Ja zawsze pranie trzymam na strychu przynajmniej przez tydzień-dwa, żeby wywietrzał zapach proszku, czy używanych kapsułek.
OdpowiedzUsuńKicham, gdy jest za wilgotno, potem jest już znośnie :)
Usuń