Z ekscytacji wzięłam wszystko, ale nie zieloną bluzę z kapturem, w której zostawiłam rękawiczki. Zajrzeliśmy do Aś, ale u niej nie ma niczego sportowego. Jestem więc tylko w krótkim rękawku, na górze wieje i muszę mieć na sobie goretex, chociaż nie pada. Dobre i to. Cały ten czas gra mi w głowie piosenka Sigur Rós "Glósóli".
Droga na i z Slieve Foy (ostatnio byliśmy tu w maju dwa lata temu):
Jedziemy do domu pod ósmą wieczór, niebo dość pogodne, chmurki tu i tam.
— Ta chmura wygląda jak piesek, mówię Fredowi.
— Tak!
— Myślałeś o tym samym?
Czasem mi się zdaje, że mamy mózgi połączone jakimiś niewidzialnymi kabelkami. A teraz jestem skonana. Zamrażanie rosołu na później to bardzo dobra rzecz i chwalebna.










Fajne widoki.
OdpowiedzUsuńPoszliśmy bez pewności, że będą, ale pogoda po drodze się unormowała.
Usuń