Strony

niedziela, 12 lipca 2020

Postscriptum #207.

Dotarliśmy w okolice Westport po godzinie jedenastej. O tej porze na górę wali najwięcej osób. Na szczycie, na który weszliśmy po piętnastej, tłumy. Po drodze owce, widoki zapierające dech, Atlantyk.

Croagh Patrick.








Najgorzej szło mi się pierwszą część, im wyżej tym lepiej, choć i tak mordęga. Schodzenie trudne, szlak mocno wydeptany, sturlanie się z góry zajęło mi ponad dwie godziny. Po dotarciu do parkingu, wyjściu z uprzęży i kupieniu prezentów ruszyliśmy w kierunku Westport. Aś zaprosiła nas na late dinner. Puby miały rezerwacje, więc trochę się kręciliśmy w poszukiwaniu jakiegoś miejsca, aż wyszliśmy na włoską restaurację Passiona da Simone. Było pysznie.


Spędziliśmy tam czas do dziewiątej, poczem w samochód i prędziusio z zachodniego na wschodnie wybrzeże. W domu byliśmy przed pierwszą skonani jak należy. Kot czekał na naszym miejscu parkingowym. No i gdzie byliście, ja się pytam?

4 komentarze:

  1. Wyczerpująca ale bardzo atrakcyjna wycieczka. Widoki oszałamiające!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, mieliśmy też szczęście z widocznością. Oczywiście zawsze zaczynamy wypad w góry od sprawdzania pogody, ale tutaj niczego nie da się zaplanować do końca.

      Usuń
  2. Po takich górach mógłbym chodzić :)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.