Strony

środa, 15 lipca 2020

211. Środek tygodnia.

Sporo rzeczy nie ma w lodówce, po śniadaniu Fred jedzie na zakupy, żebym mogła uczynić rosół i naleśniki. Przy okazji kupuje dla siebie wejściówkę na basen, na trzy miesiące. Czas pomyka tak szybko, a ruchu, jakiejś zmiany brak, frustruje mnie to. Czynię rosół, zostawiam go na wieczór. Po obiedzie jedziemy na długą plażę:


Po powrocie ze spaceru czatujemy z Anne pod jej domkiem, potem jemy rosół (o zrobieniu naleśników zapomniałam). W czasie tego rosołu Fred rozmawia telefonicznie z mamą, stara się jej przekazać jak najmniej informacji o sobie, zabawiając ją szczegółami z wycieczki i nie-pracą synowej ;). Dzień kończymy Zeligiem (1983) — świetny komentarz do absurdów konformizmu. Fred właśnie idzie (wcześniej) spać, jutro pierwsze pływanie jest o dziewiątej.

2 komentarze:

  1. A w morzu się u was pływać nie da? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, chociaż to zimne morze. Akurat gdy spacerowaliśmy starsza pani wymaszerowała z wody. Ale Fredowi nie chodzi o taplanie się, robi konkretne długości basenu, potem chciałby pewnie jeszcze siłownię zaliczyć, chociaż w czasach korony wszystko jest u nas tak liczone, że nie wiem, czy będzie dla niego miejsce.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.