Sporo rzeczy nie ma w lodówce, po śniadaniu Fred jedzie na zakupy, żebym mogła uczynić rosół i naleśniki. Przy okazji kupuje dla siebie wejściówkę na basen, na trzy miesiące. Czas pomyka tak szybko, a ruchu, jakiejś zmiany brak, frustruje mnie to. Czynię rosół, zostawiam go na wieczór. Po obiedzie jedziemy na długą plażę:
Po powrocie ze spaceru czatujemy z Anne pod jej domkiem, potem jemy rosół (o zrobieniu naleśników zapomniałam). W czasie tego rosołu Fred rozmawia telefonicznie z mamą, stara się jej przekazać jak najmniej informacji o sobie, zabawiając ją szczegółami z wycieczki i nie-pracą synowej ;). Dzień kończymy Zeligiem (1983) — świetny komentarz do absurdów konformizmu. Fred właśnie idzie (wcześniej) spać, jutro pierwsze pływanie jest o dziewiątej.

A w morzu się u was pływać nie da? :)
OdpowiedzUsuńJasne, chociaż to zimne morze. Akurat gdy spacerowaliśmy starsza pani wymaszerowała z wody. Ale Fredowi nie chodzi o taplanie się, robi konkretne długości basenu, potem chciałby pewnie jeszcze siłownię zaliczyć, chociaż w czasach korony wszystko jest u nas tak liczone, że nie wiem, czy będzie dla niego miejsce.
Usuń