Strony

wtorek, 4 sierpnia 2020

231. Historia pewnego ciasta.

Najpierw był przepis. Niczego nie mam tak jak w Polsce, jest keksówka w której nigdy nie piekłam drożdżowego, margaryny brak, jest masło, ale na oko za mało, i cukier fiu-bździu trzcinowy, na dodatek w kostkach. Tak więc wysypuję dwie szklanki mąki poznańskiej do miski, dodaję szczyptę soli i wbijam trzy ... (rzut oka na ilość mąki) nie ... dwa jajka. Czytam w wielu przepisach, że jajka trzeba osobno roztrzepywać, ja nie roztrzepuję, na pierdoły czasu nie tracę, nigdy nie roztrzepywałam i nie będę tego zmieniała. Osobno roztapiam pół kostki masła i podgrzewam szklankę mleka w którym rozpuszczam fiu-bździu trzcinowy, kilkanaście kostek. Zaczynam mieszać mąkę z jajkami łyżką, jak w domu rodzinnym, szybko tracę cierpliwość, mieszam ręką, roztopione masło, raz, dodane, mleka dolewam po trochu, kręcę nosem, że coś wszystko za rzadkie. Obie ręce (!) utytłane w cieście, które lepi się do wszystkiego, ale postanawiam dodać mąki, którą już zdążyłam schować do szafki. No cóż, dodana, teraz jakby za gęste, dolewam resztę mleka, po czym znowu dodaję mąki. Miałam pomysł na przepis, ale summa summarum zrobiłam tak, jak nauczyła mnie babcia — ile mąki i mleka? Tyle, ile trzeba, dziecko. W którymś tam momencie dorzuciłam do masy suchych drożdży, w końcu to ciasto drożdżowe. Zrobiłam to z podejrzliwością i rezygnacją. Nigdy nie używałam suchych drożdży, ale nie mam innych, trudno. Początkowo przy wyrabianiu sądziłam, że zaraz wszystko wyp...jepsze, ale o dziwo, mówię do ciasta, chodzę z nim po kuchni, śpiewam mu piosenki szatan szatan, a ono mnie słucha, zaczyna odchodzić od ręki. Zachęcona tym pierwszym niespodziewanym sukcesem odstawiam ciasto do rośnięcia pod szmatką na godzinę i ... jak potłuczona sprawdzam co pięć minut, czy rośnie. Po pierwszych pięciu minutach nastawiam garnek z podgrzaną wodą i na odwróconej pokrywce ustawiam miskę z zakrytym, potencjalnym ciastem drożdżowym. Sprawdzam, sprawdzam, sprawdzam. Po pół godzinie czuję się pokonana. Jeb..y zakalec! To pewnie przez jajka, babcia zawsze pamiętała, żeby jajka o wiele wcześniej wyciągnąć z lodówki. Wyciągam keksówkę, wstawiam ją do nagrzanego piekarnika na dwie minuty, wyciągam, polewam gorącą wodą (zapomniałam, że wypadałoby umyć, to jej pierwszy raz), wlewam odrobinę oleju rzepakowego i rozprowadzam po ściankach. To durny pomysł, zakładam, że i tak guzik z tego wyjdzie, masła mało, a nie daj bogowie ciasto wyjdzie, musi mieć poślizg. Tak że ten ... wylewam ciasto z plastikowej miski, która słabo się podgrzewa, do metalowej keksówki. Przykrywam szmatką i kładę na garnku z ciepła wodą. Postanawiam zająć sobie ręce robieniem kruszonki z masła, wspomnianego już zajebistego cukru i odrobiny mąki. Cukier nadal w kostkach, rozkruszam go jak sześciolatka bawiąca się plasteliną i łypię oskarżycielsko na keksówkę z opatuloną zawartością. Po piętnastu minutach mówię: sprawdzam! Uchylam szmatkę, a tu ciasto ruszyło. Tuś mi siostro! Zachęcona sukcesem numer dwa, myję kilka dużych śliwek black diamond pod gorącą wodą, tnę je na cząstki i wciskam na wierzch rosnącego ciasta, po czym obtykam dziury pomiędzy nimi kruszonką. Robię to zawsze raz dwa, bez certolenia się, tak żeby ciasto się nie skapło, że mi zależy. Piekarnik nastawiam na 6 (po dziesięciu minutach planuję zmniejszyć na 5). Nie jestem pewna jaka to temperatura, ale trudno, ciasto przyspiesza hetta wiśta, trzeba je zahamować w rośnięciu, więc wrzucam na pół godziny i obniżam temperaturę tak, jak planowałam. Po kilku minutach kuchnię wypełnia zapach drożdżowego.

Więc, moje pierwsze ciasto drożdżowe w tym domu, takie, bo nie chce być inne: 


Sukces połowiczny, wyrosło i nie klapło. Przemyślenia — następnym razem więcej cukru, więcej owoców, zamiast masła wolę margarynę i posmak cukru waniliowego, poza tym krócej trzymać na 6, albo nawet wcale (wierzch zbyt twardy i spalony). I, na bogów, do wysmarowania keksówki użyć margaryny lub papieru do pieczenia, jak normalni ludzie.

3 komentarze:

  1. Muszę przyznać że czytanie przepisu w takiej formie dało mi dużo frajdy! Jakby to była powieść dramatyczna :D

    Zapraszam: czytanko.pl

    OdpowiedzUsuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.