Strony

sobota, 29 sierpnia 2020

Postscriptum #256.

Po napisaniu poprzedniej notki wskoczyłam jeszcze do łóżka, żeby dokończyć czytanie Roku królika Bator (Znak, 2015), który okazał się dziwaczną, ale całkiem przyjemną lekturą (trudno było się nam zebrać do zainicjowania sobotniego poranka, poszliśmy przecież spać dzisiaj, dwie godziny po północy). Po obiedzie wyszliśmy na ogródek i wysadziliśmy z prowizorycznych doniczek kilka kwiatów kupionych jeszcze przed sztormem, dwa tygodnie temu. Fioletowo kwitnący krzaczek Hebe o nazwie Anna poszedł w ziemię przy działce Judżina, naokoło panoszyć się będzie sześć malutkich wrzosów, każdy z innej parafii. W pracach towarzyszył nam Rysiu, bo martwiła nas jego smutna minka. Dzisiaj był pierwszy spacer od wtorku, kot letargicznie obszedł swoje włości i sam wrócił do domu, akurat gdy skończyliśmy sadzenie. Niewiele zostało nam czasu na przygotowanie się do wyjazdu — wieczór filmowy z Ka&Jot spędziliśmy dzisiaj z Weselem (2004) Smarzowskiego (estetyka takich imprez złapana spot on, do tego obraz prowincjonalnego kurestwa i mentalności lokalnego badylarstwa ). Zależało nam, żeby szybko wrócić do zamkniętego w domu Rysia, więc zmieściliśmy się przed północą. Nad domem wschodził Wielki Wóz. Jeszcze tylko pizza na mały głód i pralka nastawiona na popółnocne pranie ...

2 komentarze:

  1. Skoro Rysio wybrał się na spacer, to chyba wraca powoli do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wczoraj był bardzo ospały, dzisiaj zdecydowanie lepiej.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.