Strony

wtorek, 8 września 2020

266. Kręcę się.

Za pracami domowymi nie przepadam, nie umiem na nie trwonić czasu, więc siedzenie w domu dość mnie przygnębia. Nie lubię tak bez Freda. Chwasty przy krawężniku powyrywane, ale bez przyjemności. Wspólne wyrywanie chwastów przewyższa to jakościowo na wielu płaszczyznach. Moje kochanie zadzwoniło do mnie z pracy dwa razy, za drugim już nie mogę się doczekać, kiedy odliczę kilka następnych godzin do jego powrotu. Wieczorem oglądam odc. 12.4 serialu o detektywie Poirot,  Przyjdź i zgiń (2010), Tom Burke jest uroczy z tą swoją wargą. Potem coś mnie podkusiło, żeby obejrzeć Dowcip (2001) z Emmą Thompson. Był na mojej liście od kilkunastu lat, ale zawsze go odkładałam. Wiadomo, płaczę od połowy, raz bardziej, raz mniej. I płaczę. I płaczę. Kot na tapczanie już się zwinął w struclę i zapadł w koci sen.

2 komentarze:

  1. Trochę smutny a taki ładny ten wpis... Kot zwinął się w struclę - uśmiechnęłam się jak czytałam, bo to takie trafna, obrazowa metafora. Oj, dobrze, że są te koty na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka prawda, to była strucla jabłkowa :) Film zaś polecam, tematyka przygnębiająca, ale jednocześnie skłania do refleksji nad życiem. Pozdrawiam.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.