Za pracami domowymi nie przepadam, nie umiem na nie trwonić czasu, więc siedzenie w domu dość mnie przygnębia. Nie lubię tak bez Freda. Chwasty przy krawężniku powyrywane, ale bez przyjemności. Wspólne wyrywanie chwastów przewyższa to jakościowo na wielu płaszczyznach. Moje kochanie zadzwoniło do mnie z pracy dwa razy, za drugim już nie mogę się doczekać, kiedy odliczę kilka następnych godzin do jego powrotu. Wieczorem oglądam odc. 12.4 serialu o detektywie Poirot, Przyjdź i zgiń (2010), Tom Burke jest uroczy z tą swoją wargą. Potem coś mnie podkusiło, żeby obejrzeć Dowcip (2001) z Emmą Thompson. Był na mojej liście od kilkunastu lat, ale zawsze go odkładałam. Wiadomo, płaczę od połowy, raz bardziej, raz mniej. I płaczę. I płaczę. Kot na tapczanie już się zwinął w struclę i zapadł w koci sen.
Trochę smutny a taki ładny ten wpis... Kot zwinął się w struclę - uśmiechnęłam się jak czytałam, bo to takie trafna, obrazowa metafora. Oj, dobrze, że są te koty na świecie :)
OdpowiedzUsuńTaka prawda, to była strucla jabłkowa :) Film zaś polecam, tematyka przygnębiająca, ale jednocześnie skłania do refleksji nad życiem. Pozdrawiam.
Usuń