Obudziłam się o siódmej po kilku godzinach snu przerywanego kręceniem się z powodu chłodu (już chyba pora powitać podgrzewane koce). Ponieważ jakoś nie mogłam ogarnąć, Fred zrobił kanapki, dwa termosy herbaty i wypchnął mnie z domu. Pojechaliśmy na the Fair Head, klify w Północnej. Zatrzymaliśmy samochód na prywatnym parkingu przy farmie (£3), pogoda i widoczność nam dopisały, z wybrzeża było widać wyspy Szkocji. Szlak nie jest długi, ale też i nie spieszyliśmy się. Widać, że to popularne miejsce wśród wspinaczy skałkowych, bo sporo ich ćwiczyło. Cudnie było, aż zaszliśmy za daleko i trzeba było się cofać. W powrotnej drodze chcieliśmy jeszcze zobaczyć the Dark Hedges, ale brak pobocza do zatrzymania i tłumy w alei nas zniechęciły. Efekt trasy przez Dundalk: znalazłam włoską restaurację, Nonna Nenne', z wierzchu nie zachęcającą, w kompletnym podogoniu na Bachelors Walk, ale która serwuje domowe, włoskie dania (wiemy, bo to był nasz obiad tego dnia, włoskie makarony i cannoli na deser), poza tym od Ka&Jot wyjechaliśmy ze słoikiem litewskiego miodu (zajrzeliśmy do nich na chwilę, na pół filiżanki herbaty). Oboje przed północą padliśmy do łóżka jak kawki. Czuję jak Fred szczerzy się w uśmiechu nawet przez sen.
Niedziela.
Nadal jest słonecznie, w powietrzu czuć jednak coraz bardziej przejmujący chłód. Na zajęcia jogi yin i nidry wyjechałam z Anne pół godziny przed południem, wróciłam po drugiej. Wspaniale spędzony czas, w czasie nidry miałam pod powiekami widzenie — obraz Freda ;) Wróciłam akurat w sam raz, żebyśmy zdążyli razem zjeść obiad. Po piątej miły znowu wyruszył za Dublin. Yin jest powolna, ale teraz jestem zupełnie rozmiękczona, siedzę i myrdam palcami u stóp, na tyle mam siły. Cieszy mnie wizja gorącej herbaty z miodem i jakiegoś filmu kostiumowego, a w dłuższej perpektywie zaproszenie na obiad Anne i jej Majkela. Anne zaproponowała już miejsce, w przyszłym miesiącu obie mamy urodziny, data obiadu będzie pewnie pośrodku.
___
edit 23:20 Tym kostiumowym filmem okazała się nowa Emma (2020). Ponieważ czytałam kiedyś niezbyt pochlebną recenzję, przyjemnie się zaskoczyłam. Generalnie film momentami idzie w kierunku slapsticku i muzyka podkreślającą komizm irytuje, za to aktorzy nie świecą nakładkami na zęby, śpiewają normalnymi, ludzkimi głosami, główna bohaterka przy trefionej fryzurze ma "no makeup look", kostiumy, scenografia, kolor zdjęć — same plusy.









Tam na tym zdjęciu z motylkiem to już widać Szkocję?
OdpowiedzUsuńTak, sądziłam, że to wyspa, teraz wiem, że półwysep. Widoczność była rewelacyjna, widzieliśmy też wysepkę, która w prostej linii była 65 km od nas.
Usuń