Strony

niedziela, 20 września 2020

277-278. Fair Head i niczego sobie niedziela.

Sobota.









Obudziłam się o siódmej po kilku godzinach snu przerywanego kręceniem się z powodu chłodu (już chyba pora powitać podgrzewane koce). Ponieważ jakoś nie mogłam ogarnąć, Fred zrobił kanapki, dwa termosy herbaty i wypchnął mnie z domu. Pojechaliśmy na the Fair Head, klify w Północnej. Zatrzymaliśmy samochód na prywatnym parkingu przy farmie (£3), pogoda i widoczność nam dopisały, z wybrzeża było widać wyspy Szkocji. Szlak nie jest długi, ale też i nie spieszyliśmy się. Widać, że to popularne miejsce wśród wspinaczy skałkowych, bo sporo ich ćwiczyło. Cudnie było, aż zaszliśmy za daleko i trzeba było się cofać. W powrotnej drodze chcieliśmy jeszcze zobaczyć the Dark Hedges, ale brak pobocza do zatrzymania i tłumy w alei nas zniechęciły. Efekt trasy przez Dundalk: znalazłam włoską restaurację, Nonna Nenne', z wierzchu nie zachęcającą, w kompletnym podogoniu na Bachelors Walk, ale która serwuje domowe, włoskie dania (wiemy, bo to był nasz obiad tego dnia, włoskie makarony i cannoli na deser), poza tym od Ka&Jot wyjechaliśmy ze słoikiem litewskiego miodu (zajrzeliśmy do nich na chwilę, na pół filiżanki herbaty). Oboje przed północą padliśmy do łóżka jak kawki. Czuję jak Fred szczerzy się w uśmiechu nawet przez sen.

Niedziela.
Nadal jest słonecznie, w powietrzu czuć jednak coraz bardziej przejmujący chłód. Na zajęcia jogi yin i nidry wyjechałam z Anne pół godziny przed południem, wróciłam po drugiej. Wspaniale spędzony czas, w czasie nidry miałam pod powiekami widzenie — obraz Freda ;) Wróciłam akurat w sam raz, żebyśmy zdążyli razem zjeść obiad. Po piątej miły znowu wyruszył za Dublin. Yin jest powolna, ale teraz jestem zupełnie rozmiękczona, siedzę i myrdam palcami u stóp, na tyle mam siły. Cieszy mnie wizja gorącej herbaty z miodem i jakiegoś filmu kostiumowego, a w dłuższej perpektywie zaproszenie na obiad Anne i jej Majkela. Anne zaproponowała już miejsce, w przyszłym miesiącu obie mamy urodziny, data obiadu będzie pewnie pośrodku.
___
edit 23:20 Tym kostiumowym filmem okazała się nowa Emma (2020). Ponieważ czytałam kiedyś niezbyt pochlebną recenzję, przyjemnie się zaskoczyłam. Generalnie film momentami idzie w kierunku slapsticku i muzyka podkreślającą komizm irytuje, za to aktorzy nie świecą nakładkami na zęby, śpiewają normalnymi, ludzkimi głosami, główna bohaterka przy trefionej fryzurze ma "no makeup look", kostiumy, scenografia, kolor zdjęć — same plusy.

2 komentarze:

  1. Tam na tym zdjęciu z motylkiem to już widać Szkocję?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, sądziłam, że to wyspa, teraz wiem, że półwysep. Widoczność była rewelacyjna, widzieliśmy też wysepkę, która w prostej linii była 65 km od nas.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.