Nad morzem szliśmy w chmurze mgły. Szaro, trochę wietrznie, ale ciepło. Za winklem napotkaliśmy Majkela w towarzystwie Alkoholowego Paddy'ego, co nie jest dobrym znakiem, choć panowie byli mili, bo taki tu zwyczaj.
W ciągu dnia zaliczyłam poobiednią drzemkę regeneracyjną, Fred twierdzi, że krótką. Wieczorem obejrzeliśmy Pełnię (1979) Kondratiuka. W międzyczasie upiekłam wedgesy z rozmarynem, zachciało mi się tego smaku w towarzystwie małosolnego ogórka. Były całkiem zjadliwe, film też ciekawy, chociaż niektórzy aktorzy jakby chłopów na oczy nie widzieli.
Potato wedges?
OdpowiedzUsuńMusiałem Google uruchomić, bo nie znam potrawy.
To coś jak bardzo grube frytki, czy raczej nie piecze się ich na chrupko?
Ósemki z ziemniaków w mundurkach, takie frytki z piekarnika.
UsuńWedgesy esy floresy - nawet fajnie się rymuje. :D
OdpowiedzUsuń