piątek, 25 czerwca 2021
Postscriptum #556.
Ka nie zdążył się z nami spotkać. Aś zapakowała nas do swojej czerwonej strzały i off we went. Śmigaliśmy w części przez Północną, potem wróciliśmy do Republiki. Były dwa-trzy krótkie przystanki, na kanapki, napitki, plażę Fintra, kupienie torfu do kominka. Dom jest na wzniesieniu, z kuchni widać Atlantyk i zgarbioną sylwetkę Ben Bulbena. Aś wypolerowała podłogi, powoli rozgrzaliśmy się herbatą, wywietrzyliśmy pokoje. Na kolację łosoś z rozmarynem. O tej porze siedzimy we trójkę przy kominku strzelającym torfowym ogniem, popijamy herbatę i snujemy plany przed snem. Zza góry podchodzi do nas czarna noc.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Jak przy kominku to musi być zimno ;)
OdpowiedzUsuń