Poszliśmy spać dobrze po północy, wstaliśmy późno i bez planów. Pomysł na wyjazd do Carlingford wyniknął z miłej, bezwietrznej pogody. Zajrzeliśmy do Aś, która uraczyła nas kawą/herbatą i ruszyła z nami w standardową trasę naokoło miasta. Okazało się, że zamek Jana jest tak po prostu otwarty, poszwendaliśmy się więc w środku. Na dziedzińcu spotkaliśmy miłą parę z dzieciątkiem i czarnym psem. Było cieplutko, słonecznie, urokliwie. Restauracje obsługiwały gości w ogródkach i zakiełkowała mi w głowie chętka na obiad w jednej z nich w ciągu najbliższego tygodnia. Zobaczymy, co z tego wyniknie.


A co to tam jest w tych miseczkach? Pierogi i winogrona?
OdpowiedzUsuń:D Bita śmietana.
UsuńTym obiadem (wspominanym) mnie zmyliłaś. Chociaż bitej śmietany i tak bym się w tym nie domyślił :D
Usuń