Gdy byłam w pracy, Aś potwierdziła, że pod koniec czerwca ma urlop i na weekend jedzie do domku letniskowego w Donegalu. Zapytała czy chcielibyśmy z Fredem jej towarzyszyć i już się tym jaram troszeczkę :)
Małżonek przyjechał po mnie pod Centrum, wspomniał o urodzinach Kaczora Donalda, o dniu przyjaciela i jutrzejszym światowym dniu jazdy nago na rowerze. Różne dziwne święta. W końcu wyciągnął torbę z prezentami — kupił mi w czasie ostatnich wyjazdów pikowaną, wiosenną kurtkę Barbour ze sztruksowym kołnierzem, grubą, czarną koszulę Replay i jedwabną chustkę Missoni, w biało-czarne maziaje, wszystko szykowne i pasujące. Mam mu mówić, że nie oszczedza na niewiadomo-co? Już mówiłam. Bardziej go pewnie przekonuje, że nie mam tego gdzie upchnąć. Miejsca na ubrania, buty i książki konieczne nam są.
Tak poza tym to w tym tygodniu angielskie lawendy odpalają konkretne kwitnienie, będzie w przeddomowym ogródku lawendowe rozpasanie.
Stópki w kostkach nieco balonowate, pisząc to trzymam je wysoko na krześle.
___
edit 23:16 Dzień się jednakowoż jeszcze nie skończył. Kot nasz kochany znowu pojawił się na lokalnej stronie fb z adnotacją, że jest na innej ulicy i zjadł kolację. Anne mi w związku z tym śpiewa piosenkę I’m a rover and I’m bound to sail away, I’m a rover but you love me anyway.
Czyli to dzisiaj ten dzień? Widziałem zdjęcia nagich rowerzystek, ale nie wiedziałem, że jest taki dzień obchodzony. ;)
OdpowiedzUsuńDomyśliłam się, że widziałeś.
UsuńWidziałem informację o dniu przyjaciela i nawet się przez chwilę zastanawiałem, czy do kogoś nie zagadać z życzeniami, ale dałem sobie spokój.
OdpowiedzUsuńSzkoda, może wyniknęłaby z tego ciekawa rozmowa.
Usuń