Ach, jak mnie wkurzają irlandzkie kwestie podatkowe. Albo raczej ja siebie wkurzam, swoją niewiedzą. Zauważyłam na payslipie, że od tego tygodnia coś odprowadzam, nie wiem dlaczego, greka, muszę poszukać informacji.
Ale dzień poza tym na piątkę, wstałam przed budzikiem, nietypowo Fred zawiózł mnie do pracy (do tej pory piątek miałam zazwyczaj online), słonecznie, na zmianie kawa i muffinka, cisza, spokój, ludzie pracują skupieni. Po południu mąż już na mnie czekał tam, gdzie zwykle. Dzięki informacji od Anny kupiliśmy farbę koloru sage, której nie mogliśmy znaleźć w miejscu, gdzie standardowo sprawdzamy jej dostępność. Potem jeszcze do portu, bo Fred preparował dzisiaj obiad złożony z sałatki greckiej i dwóch rodzajów krewetek (jedne łowione w Waterford).
Po obiedzie (Fred zaniósł trochę specjałów Annie) kaffka przed domem, chit-chaty z sąsiadkami, przy okazji między słowami wyszło na to, że faktycznie Alkoholowy Paddy (Jimmy) znalazł sobie kompana do picia w postaci Majkela Anne. Szkoda, bo chłopak zdrowotnie stacza się ekspresowo. Jimmy akuratnież w ciągu, dlatego go nie widujemy po sąsiedzku, jakieś dzieciaki przejęły jego ogrodnicze zobowiązania.
Dwie rezerwacje Rysiowe "pod wyjazd" został zrobione: szczepienie na wtorek i koci hotelik na następny weekend. Jutro jestem w domu, obiecałam Luś pomoc przy zdawaniu egzaminu; nie, że mnie jakoś strasznie namawiała, po prostu, zresztą nie wiem, czy się przydam.
Rory'ego Gallaghera Stage Struck (1980) gra.

Czyli lubisz jeść robaczki :D
OdpowiedzUsuńA wiesz, czy nie musisz płacić podatków w Polsce? Bo tu u nas się w tej kwestii tak często wszystko zmienia, że może też już musisz :D
OdpowiedzUsuńNie wiem ;) i nie czuję jakbym musiała się dowiedzieć.
Usuń