I kupiłem ci jeszcze coś takiego, Fred wyciągnął spod biurka pasiastą, letnią koszulę Stelli Jean. Okazało się, że zielone szelki Laurena, które znalazłam rano na krześle, też są dla mnie.
Noc była słaba, w sensie bólu zatok. W zasadzie do rana próbowałam nadrobić utratę ciepła z poprzedniego dnia. Kochany wrócił zapewne około trzeciej nad ranem, mój mózg nie zanotował dokładnej godziny. Przed pracą zajrzałam do wsiowej apteki z zapytaniem, czy mają coś na głowę. Specyfik oczywiście na wszystkoleczącym paracetamolu, który jest prawie tak skuteczny jak lukozada. Dawkuję po swojemu, trzy razy rzadziej niż w ulotce, bo nie lubię odmiennych stanów świadomości, moja świadomość jest dla mnie wystarczająco rozrywkowa. Ale to potem, bo najpierw poszłam do pracy, żeby znowu nie zastać uczniów. Swoje odbębniłam, napiłam się kawy zrobionej przez Paula, zatekstowałam Lorejn informację jak się rzeczy mają, na końcu, zanim Fred zabrał mnie spod siłowni na zakupy, poplotkowałam z Beth. Tak pracować mogę codziennie.
Wieczorem, już napchana obiadem i paracetamolem, odbyłam grupową nasiadówkę na google meet z promotorką. Nadal nie wiem, kim będę jak dorosnę, na razie szukam w sieci wydania Doktora Faustusa w twardej oprawie i raduję się trochę, bo łeb jakby nie boli. Kochany mój tymczasem wypełnia pierdolety podróżne. Bardzo mi się nie podoba to jego latanie beze mnie. Miejsce męża jest przy żonie.
Na mnie paracetamol kiedyś w ogóle nie działał. Na szczęście ostatnio głowa rzadko mnie boli.
OdpowiedzUsuńFred na długo wyjeżdża?
Nie wiem jak paracetamol, ale pseudoefedryna mi pomaga, w rozsądnych dawkach oczywiście.
UsuńTydzień. Nie lubię.
Pisząc wczoraj komentarz powyżej pomyślałem "Jeśli kliknę OPUBLIKUJ to na bank w środę łeb mnie rozboli". I mimo wszystko - niestety - kliknąłem.
UsuńA teraz cierpię :D
Tydzień szybko zleci. No i masz Ryszarda :)