Strony

wtorek, 9 listopada 2021

693. Pear-shaped.

Wtorek nie zaczął się pomyślnie — gdy pełna optymizmu o świcie wyszłam z pudełkiem na ogródek, okazało się, że wróbel zmarł w nocy. Mogłam się tego spodziewać, ale się nie spodziewałam. Po chwili bezsensownego błąkania się z tyłu domu, położyłam go na płocie, tak jak od początku planowałam i powlokłam się na przystanek w dyskretnej asyście Ryszarda.

Wrócił zimny, słoneczny niż. Połowa pobytu na siłowni to było tak naprawdę obiboctwo przy kawie z karmelem i rozmowa z Beth, tajską żoną Paula (tak mniemam). W powrotnej drodze na przystanek nie opuszczał mnie wisielczy nastrój. Wysoko na niebie cirrocumulusy jak z wnętrza paszczy bardzo małego zwierzątka.

Ryszard siedział na murku Judżinowego ogródka i gdy tylko mnie zobaczył, popędził za mną do domu, zapytać o spóźniony obiad. Już drugi dzień przed domem nieżyjącego sąsiada stoi duży kontener na śmieci, który dzisiaj wypełnił się materacami i innymi skarbami. Domyślam się, że kot ma na ten temat wiele własnych, kocich przemyśleń.

Rozmawiałam z tatą, mama akurat gotowała obiad na jutro. Będzie sos grzybowy.

Przemarzłam i przesmuciłam się. Fred pracuje regularnie, ale daleko i wcześnie wstaje, więc jest o tej porze skonany. Moczę stopy w misce z gorącą wodą, jak niewesoła staruszka. Pewnie znowu pójdziemy wcześnie spać.

2 komentarze:

  1. [*] wróbelkowi

    Sąsiad był całkiem samotny, bez rodziny, że tak szybko zawartość mieszkania ląduje w kontenerze na śmieci?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzina (miał siostry i siostrzeńców) była tu dłużej w weekend. Trudno powiedzieć, czy kontener zapełnia rodzina, czy to już służby socjalne, dom jest socjalny.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.