Gdyż wiatr mokry wiał cały dzień, najpierw była zła pogoda, a potem okropna, siekło deszczem, aż mi skóra cierpła, bo myślałam o moich wystawionych przed domem narcyzach. Po nawałnicy wychynęłam na moment. Stoją, nic ich nie zmoże. Kochany zaś na popołudnie zasuwał w tej paskudnej aurze do centrum Dublina; będzie wracał po nocy, a ja będę czekała.
A na Mazurach ocieplenie. 8 stopni w dzień i słońce do kompletu.
OdpowiedzUsuńCzyli masz u mnie relacje z innego świata ;)
UsuńA to przecież zawsze :D
UsuńNo cóż, mamy taką zimę, że zamiast śniegu i słońca, jest deszcz i wichura. Ciekawe, kiedy wrócą normalne pory roku.
OdpowiedzUsuńNorma w przyrodzie jest względna, zresztą na Wyspie mamy dwie pory roku różniące się tym, że deszcze bywają nawet miłe lub całkiem niemiłe :)
Usuń