Mżyło od rana, Fred wyjechał przed siódmą, mnie w końcu także przyszło wyruszyć, w ulubionych, wełnianych trampkach, ale zawsze. W nagrodę zjadłam w pracy dobry lunch — po poniedziałkowym hat-tricku dzisiaj nareszcie kuchnia ruszyła, powstało fettuccine carbonara i bagietki z masłem czosnkowym. Pyyycha!
Po południu zdążyłam być w domu trochę przed mężem, akurat rozgrzewałam się herbatą przy rozmowie z rodzicami, gdy padnięty Fred wrócił z trasy. Mogłam mu tylko zrobić obiad na pocieszkę, z ciasteczkami z Lidla na deser. Do deseru Sposa, non mi conosci było słuchane, podpowiedziane przez Hebiusa ;)
I co? No nico, kot głośno chrupie, Kochany zaraz idzie spać, bo jutro wyjeżdża o godzinę wcześniej. Nadal czekam na jedną z ocen, minął ponad tydzień od egzaminu, więc sytuacja jest kuriozalna. Nie martwię się tym, raczej niecierpliwię, jestem przekonana, że poszło mi dobrze i tylko ktoś to musi wpisać w cholerną rubryczkę.
___
Carbonara, wersja grubego Irlandczyka: na patelni z odrobiną oliwy podsmażamy drobno posiekane kawałki wędzonego bekonu (rashers, najlepiej dry cured, żeby nie było tyle wody), po usmażeniu odkładamy bekon na bok i na tę samą patelnię wrzucamy do zeszklenia posiekaną dużą cebulę. Dodajemy bekon na patelnię z zeszkloną cebulą, zalewamy to 250 ml śmietanki, po chwili dodajemy posiekane pomidory bez skórki, mogą być dwa, bo dlaczego nie. Żeby wszystko ładnie połączyć i zagęścić, dodajemy starty parmezan. Sól i pieprz do smaku. Do takiego sosu dodajemy ugotowany makaron (nie sos do makaronu, tylko makaron do sosu), pasuje np. fettuccine. Wszystko to dobrze wymieszane na talerz, na wierzch reszta startego parmezanu i np. pietruszka dla koloru. Dobrze się to zagryza bagietką z masłem czosnkowym (par-baked bagietki smarujemy mazidłem z masła, posiekanej pietruszki, wyciśniętego czosnku i soli czosnkowej, pieczemy na 180 stopniach).
Taka carbonara brzmi całkiem smakowicie. Tylko ja chyba bez bekonu bym wolał :)
OdpowiedzUsuń