Strony

poniedziałek, 14 lutego 2022

790. Walenty.

Wstaję i co ja patrzę: na kuchennym stole nowa torba dżinsowa, wygląda jak uszyta z czarnych spodni (Replay), w środku koperta z kartką zaadresowaną walentynki dla mojej dziewczynki, oraz kraciasta kosmetyczka Barbour, tojebusia Coach do przytroczenia u pasa (nie mówię "nerka", bo nie), cieniusi sweterek Dolce&Gabbany i długa do kostek spódnica dżinsowa Replay. Gdzie ja znalazłam tego faceta, jeszcze raz? Poszłam mojego Kochanego pocałować w ucho, a on przez sen mmmrmfmmmtm powiedział do mnie (wrócił o trzeciej w nocy).

W pracy było super, tzn. do roboty w sam raz, tyle, aby się nie znudzić, ale nie tyle, żeby się zmęczyć. Po trzeciej założyłam czapusię na głowę, zarzuciłam plecak i pokicałam (z nóżki na nóżkę podskakiwałam, chodem każdej szanującej się królewny panującej w tutu i z opaską jednorożcową na głowie) w objęcia Walentego, który kicał ku mnie ulicą Wilhelma. Za zebrane na karcie punkty kupiłam w Bootsie dwa kremy, pojechaliśmy też na chwilę do Woodiesa, a skoro przez żołądek do serca mężczyzny, wypadało mi zrobić obiad. Zrobiłam taki, że pierwszy raz jak tu mieszkamy zajrzeliśmy do knajpki Borzalino. Ach, bardzo, bardzo dobry to był obiad uczyniony przeze mnie ;). Miejsce wystrojowo zupełnie zwyczajne, ale jedzenie włoskie o gwiazdkę lepsze od tego w Il Forno. Zamówiliśmy różne ryby i kawę na deser. Już pod koniec uczty, gdy restauracja zaczęła się zapełniać (byliśmy pierwszymi klientami) stolik obok zajęła polska rodzina, chłopak z rodzicami. On tłumaczył (słusznie dumny, skoro wyręczał rodziców w dorosłym życiu) jak to rezerwował przez telefon stolik, matka ledwo dukała po angielsku, ojciec ani be, ani me, mówił żonie, co ma za niego powiedzieć. Przykry obrazek. Wracając do tematu restauracji, często ją mijaliśmy i ciągle coś nam przeszkadzało w realizacji zamiaru wejścia do środka. Miejsce z dala od centrum, nienarzucające się fidrygałkami. Wrócimy do niego z pewnością.

Z cyklu Świąt polskich wybraliśmy Miłość w przejściu podziemnym (2006). Kiepski. Gdyby tekst nie był napisany przez modnego wówczas Pilcha, pies z kulawą nogą by się nim nie zainteresował. Więc siedzimy z Kochanym i sobie rozmawiamy o ontologicznym złu tego filmu. Późno już, kotki dwa.

6 komentarzy:

  1. No popatrz, ja nawet w polskich lokalach tak dukam i przeważnie kończy się z mojej strony na "To ja wezmę to samo" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodzi o lęki społeczne ;), tylko o takie zjawisko, że rodzice, których dziecko zdążyło się w danym kraju nauczyć języka, nie zrobili przez lata za wiele, żeby za tym dzieckiem nadążyć.

      Usuń
    2. Aaa... Ale skąd wiesz, ze oni mieszkają tam na stałe?

      Usuń
    3. Prawdę mówiąc, to nikt z nas nie wie, czy gdzieś mieszka na stałe :D. Ale chłopak zdecydowanie chodzi tu do szkoły, swobodnie rozmawiał przez telefon z Irami, czyli kilka lat (to nie jest umiejętność, której się nabywa w miesiąc). Poruszam się w bańce własnych znajomości, więc takie zjawiska nadal mnie zaskakują. No i rozumiem polski, to u Polaków to zauważam, ale wiem, że dzieciaki imigrantów generalnie mają taki problem z rodzicami.

      Usuń
  2. Tak, ta historia z restauracji.... Pół biedy, gdy brak umiejętności społecznych rodziców (tak podstawowych, jak znajomość języka), przyjęte zostaną przez nich na klatę. Gorzej, gdy rodzice zaczną używać manipulacji, szantaży emocjonalnych, czy zwykłej przemocy - i wbrew dziecku, które się tu zaaklimatyzowało, znalazło drogę rozwoju, znalazło przyjaciół, wrócą do krainy buraka cukrowego, zmuszając dziecko do tego samego. Oczywiście wersja dla rodziny i znajomych będzie: "tam nawet fajnie, tylko serce..., ojczyzna..., myśmy Europę uratowali, a uny tam nas nie rozumiejo....", jeszcze nie słyszałem, by który z powracających powiedział, że nie kumał języka, męczył go ten brak komunikacji, więc postanowił uszczęśliwić kraj ojczysty swym powrotem
    O filmie rozmawialiśmy: Pilch jest tak do zarzygania przewidywalny, że przestaje mnie nawet bawić jego przekonanie o własnej wybitności jako samca alfa z IQ większym od każdego innego. U niego każdy facet, nawet bezdomny z Centralnego mówi Pilchem i nawet nie zauważa, jak się zdradza z powierzchownością swej wiedzy maskowaną kwiecistymi, potoczystymi peryfrazami. Nie wiem, czy warto tu wspominać o pilchowskich kobietach, które są przedstawiane jak głupiutkie owce, które stały się na moment kimś lądując w jego łóżku, miały coś w sobie, dopóki tego nie wyciągnął. Tak jak Ci mówiłem we wczorajszej rozmowie, mam wśród znajomych kilku takich "Pilchów", którzy wybierali partnerki w takim właśnie typie, one naprawdę istnieją, tylko że ciekawsze z punktu widzenia poznawczego jest to, co się dzieje z takim panem, gdy napotka kobietę bez kompleksów. Wtedy następuje mniej więcej to, co u Wojtyły, który tak chętnie umiejscawiał kobiety między kuchnią a szczotą do podłogi, aż nagle wpakował się ze swym żartem na prezydentkę Irlandii, która tak pokazała miejsce w szeregu panu papieżowi, temu papieżowi, że aż zaczął coś nieporadnie tłumaczyć, że słabo zna angielski, żeby u wybaczyć nieporozumienie i że pomyłka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie oburza to, że rodzice wymagają od nowego pokolenia tego, czego sami nie chcą robić (uczenia się). Perspektywa takich relacji jest kaprawa, ludzie nie aklimatyzując się poprzez poznawanie języka, wcześniej czy później (raczej wcześniej) poczują się tu źle. Nie neguję ich odczuć, tylko sugeruję, że część odpowiedzialności za ten stan sami ponoszą. Efekt: rodzina była pierwszy raz w tej restauracji, jej członkowie nawet nie przeczytali menu, wybrali to, co sami robią na obiad. Potem komuś będą opowiadali jak jest w Irlandii, a ich znajomy ma podstawy sobie pomyśleć, że skoro mieszkają gdzieś 10 lat, to coś wiedzą na ten temat.
      Rozmawialiśmy też o tym, że Woody Allen robił to samo, dorabiał teorie do swojej zajebistej inteligencji. O ile Allena mogę słuchać i się nawet trzeci raz zaśmiać z tego samego, Pilcha mam za każdym razem dość na jakiś czas.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.