Wracając z pracy zauważyłam, że góry Cooley pokryły się śniegiem. Po naszej stronie śnieg padał przez pięć minut, poza tym wietrznie, słonecznie, spory ziąb i po obiedzie dołączyłam do Freda pod kołderką, żeby naładować akumulatory. Dobre leżakowanie, zaopatrzona lodówka, języki na duolingo, drugi sezon Ojca Teda, weekend. Gdzieś tam, za wieloma pagórkami, za Cork wiatr osiągnął siłę huraganu, u nas nawet nie odcięło sieci. Trzy pączki w maśle.
Nie wiem, ja chyba jestem mocno pruderyjny i seks przy kocie raczej by mnie krępował.
OdpowiedzUsuńOch Dariusz, gdzie Ty wyczytałeś seks? Widzę, że należysz do tych, którzy bez kordły nie mogą i pewnie stąd skojarzenie :D
UsuńŁadowanie akumulatorów mi się skojarzyło :P
UsuńMnie tam byle zefirek :D nie imponuje :-)
OdpowiedzUsuń