Na miejsce zdechniętych hiszpanek wsadziłam munstead (między lucyfera i inną angielkę) i hidcote (trochę z przodu), obejrzałam też dół jednej omdlewającej prymulki (oberwałam duszący ją korzeń, teraz albo się weźmie, albo this is the end). Ponad godzinę mordowaliśmy się z Kochanym ze składaniem skrzyni ogrodowej, finalnie Fred doszedł do wniosku jak to cudownie, że nie został inżynierem. Niemniej mój nie-inżynier zainstalował zawiasy jak trzeba, co dla mnie było totalnie nieczytelne. Uniwersytecko tylko ciut do przodu, wydumałam połowę tekstu na zaliczenie, obejrzałam terapię CBT na EBSCO, czyli nie do końca nic, ale też nie za bardzo coś. Wiatr przez cały dzień irytująco-porywająco-wschodni, przydał się przy suszeniu prania, innego zastosowania nie widzę. W odtwarzaczu folk, a my po pracy: lazania, prysznic i fiku-miku. Chyba wspólne czytanie instrukcji składania rzeczy nastraja mnie tak chutliwie 😁 Kto by pomyślał.
Skrzynia ogrodowa na kompost, czy do czego?
OdpowiedzUsuńŻeby wstawić do niej półki na których można będzie zmagazynować drobne narzędzia, farby, karmę dla ptaków i inne rzeczy o które się potykamy próbując wyciągnąć z szopki kosiarkę.
Usuń