Fred od wczesnego poranka w trybie praca, ja tymczasem plączę się w irlandzkim upale po ogródku. Miałam pisać drugą część tekstu na zaliczenie, oczywiście więc prokrastynuję przez wynajdywanie sobie zajęcia. W ten sposób większość rzeczy nadających się do prania ręcznego suszyło się dzisiaj w przyjemnym wietrze, wyprałam też jedwabną sukienkę, którą ostatnio miałam na sobie. Im dłużej prałam, tym bardziej nie dało się nie myśleć o tej Nigdy Nie Wypranej, która wisi w szafie i czeka. Kupiłam ją w Kildare Village 3 lata temu, Diane von Furstenberg, po zniżce kosztowała zaledwie €150. W drugiej połowie czerwca kupiłam. Dokładnie to trzeciego :D
Założyłam do solidnego noszenia raz, 7 września'19. Na przodzie ma plamy tłuszczu od poślubnego obiadu, prześladowały mnie lęki, że jak się nimi zajmę, to będzie po sukience mojej najwspanialszej. Ale przyszedł dzień prania i nic się nie wydarzyło. Materiał jest odświeżony, uporczywa pamiątka po czeskim jedzeniu (z restauracji, która już nie istnieje) niestety pozostała. I pogoda się pod wieczór skichała. Poza tym kot po dwóch dniach poprawy znowu pojawił się dopiero po południu, do tego oczywiście, bo jakże by nie, nażarty. A tekstu zaliczeniowego dopisałam całe dwie linijki. No good.

Taka droga i plamy nie dało się odeprać? To co to za materiał?
OdpowiedzUsuńMoja mama była ostatnio w czarnej bluzce. Babka jej ją uszyła, gdy mama była jeszcze panienką. Uszyła z własnej przedwojennej sukienki, w którą już się nie mieściła, z czarnej jedwabnej żorżety. I takie materiały to rozumiem.
Droga? Jak na Furstenberg to taniocha. Cieniutki jedwab, ładnie się układa i jest w pięknym kolorze. Trzeba ją będzie zanieść do pralni chemicznej, może coś poradzą. No kiedyś inaczej było, podobno lepiej :D
UsuńWiesz, niewykluczone (a nawet wręcz prawie pewne), że ani babka sukienki, ani mama bluzki nigdy tłuszczem nie uwalały :D
UsuńMoże jeszcze nie widziałaś, to polecam:
https://youtu.be/jEIJ1unTDDo
Tepię wszelkie plamy mydełkiem dr Beckmann. Nie wiem, czy u Was jest dostępne, ale może warto spróbować?
OdpowiedzUsuńNastępny punkt programu to pralnia chemiczna, tak jak doradza metka. Się okaże, czy sobie poradzą.
UsuńDobre rady! Też dam swoją. Polać płynem do mycia naczyń. Zostawiać na trochę. Potem wyprać.
OdpowiedzUsuńMam spódnicę uszytą przez mamę z przedwojennej sukienki mojej babci. Z kolorowej jedwabnej żorżety.
Takie materiały to ja rozumiem. :-DDD
A wiesz, że polałam? Niestety patent (jedyny jaki znam) nie wyszedł, może nie byłam dość stanowcza.
UsuńBa, to jest właśnie powód dla którego krawcy historyczni mają ogromny problem ze znalezieniem oryginalnych strojów z epoki na których mogliby się wzorować. Nawet bardzo zamożne osoby miały po zaledwie kilka ubrań, które latami przerabiano stosownie do zmian mody i sylwetki, aby potem oddać je młodszemu pokoleniu. Dawniej nic się nie marnowało.
I to było zdrowe podejście. A teraz mamy w Chile na Atakamie gigantyczne wysypisko ubrań, na które co roku trafia 59 tys. ton używanej i niesprzedanej odzieży.
UsuńNo tak, ale też mamy obywateli, którzy szukają jak najtańszych butów i jak najtańszej bawełny. I tak się składa, że to ci sami, którzy uważają, że dawniej było lepiej, ale jednocześnie kupując taniochę królestwo taniochy wspierają.
UsuńSzkoda! Sukienka rzeczywiście ładna.
OdpowiedzUsuńŻal byłoby się z nią rozstawać...
Jest delikatna i ładnie na mnie leży. Jeszcze się przyda, jak nic trzeba odbyć pielgrzymkę do pralni :)
Usuń